Dziś jest mój dzień! Dzień kompletnego skompromitowania się! To pierwsza myśl jaka przemknęła mi przez głowę gdy się obudziłam. Nie było we mnie ani kawałka optymizmu. W domu było dziwnie spokojnie, żaden z rodziców nie przyszedł mnie jeszcze obudzić. Hm… Może postanowili mi odpuścić i pozwolili nie iść na bal?! Niestety moje marzenia były złudne bo po chwili usłyszałam głos mojej mamy wołającej mnie z dołu bym wstała bo czas już żebym się szykowała. To był by prawdziwy cud gdyby mi odpuścili tym bardziej że miałam już kupioną sukienkę i dodatki.
- Susan, słoneczko wstawaj już – Mama ponowiła próbę budzenia mnie.
- Idę już, idę ! – Odpowiedziałam jej głosem wypranym z wszelkich emocji.
Wygramoliłam się z łóżka i z kwaśną miną poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Zajęło mi to sporo czasu bo robiłam wszystko powoli. Tłumaczyłam to sobie w sposób iż jestem bardzo dokładna, a szczególnie w tak poważne dni! Okłamywanie siebie nie było zbyt pomocne ponieważ działało chwilowo i nie trwało długo. Musiałam pogodzić się z prawdą i zejść na dół, a tam miał zacząć się mój koszmar! Tak jak przypuszczałam mama czekała już na mnie w kuchnia z pysznym śniadaniem i szczerym uśmiechem. Nie zdążyłam jeszcze usiąść, a już zostałam zasypana stertą pytani których tak bardzo nie chciałam usłyszeć.
- Susan, słoneczko jak się czujesz? Dziś wyjątkowy dzień! Oj co ty taka nie wyspana? Źle spałaś? Czy Alice przyjdzie Ci pomóc? Właśnie, a Scott przyjedzie po ciebie samochodem? Może mamy was zawieź naszym?
- Dobrze. Nie Alice musi zadbać dziś o siebie. Tak przyjedzie. Nie, jadę ze Scottem - Odpowiadałam krótko i bez entuzjazmu.
- Oj, no jedz kochanie musisz mieć siły żeby tańczyć – Tym stwierdzeniem mama wyrwała mnie z zadumy. Wsłuchując się w to co powiedziała szeroko rozdziawiłam usta i upuściłam widelec na podłogę. To jest nie możliwe! Jeszcze ona musi mi przypominać z czym wiąże się pójście na bal absolwenta?!
- Przestań! Dobrze wiesz, że nie umiem tańczyć i jak bym mogła to bym tan nie szła! Ale kocham Scotta, to dla niego ważny dzień i nie chce wszystkie zepsuć! Wszystko będzie dobrze jak tylko nie będziesz , jak nikt nie będzie mi przypominał, że mam tańczyć przed wszystkimi trzecimi klasami! – Nie wytrzymałam i w końcu wybuchłam. Jak ochłonęłam było mi głupio, że wszystkie emocje wyładowałam na mamie.
- Pójdę przyszykować Ci sukienkę i zadzwonić do rodziców Scotta – Mama nie wyglądała na obrażoną tylko na przejętą.
Nie chciała mnie pocieszać bo znów musiała by poruszyć temat tańczenia, a ja znów bym wybuchła! Popatrzyła na mnie czułym wzrokiem i wyszła z kuchni, a ja w ciszy dokończyłam posiłek. Jeszcze przez dłuższy czas siedziałam na krześle z podpartą brodą i gapiłam się w sufit. W pewnej chwili poczułam wibracje w kieszeni spodni, od razu się zerwałam i sięgnęłam po telefon. Odblokowałam go i otworzyłam wiadomość od Alice.
- Hej Susan! Jak tam samopoczucie? Nadal chodzisz z fałszywym uśmiechem na twarzy?
Alice
- Cześć! Nie przypominaj mi! Z fałszywym uśmiechem ? Proszę cię teraz to już nie ma nawet takiego uśmiechu. :( Przez moje defekty taneczne ucierpiała moja mama. Nakrzyczałam na nią przy śniadaniu.
Susan
- Susan ty masz coś nie tak z głową. Nie będzie tak źle przecież się nie pozabijasz na parkiecie, co naj wyżej może na tym ucierpieć Scott jak go podeptasz! ;D. On umie tańczyć więc o nic się nie martw! A tak w ogóle to przecież kiedyś chodziłyśmy na tańce i szło ci całkiem nieźle.
Alice
- Tak szło mi całkiem nieźle! A przypomnij sobie dlaczego mnie wywalili ?! No właśnie bo sobie nie radziłam wystarczająco dobrze. Dobra muszę iść bo przyszła moja fryzjerka. Pa <3 .
Susan
- No idź szykuj się. Widzimy się przed salą! Pa <3
Alice
Pani fryzjerka rozkładała już swoje przyrządy w moim pokoju, a ja poszłam przebrać się w wygodny dres. Usiadłam na krześle przed wielkim lustrem i przyglądałam się jej poczynaniom. Z zniecierpliwieniem czekałam na efekt końcowy.Później czekała mnie jeszcze makijażystka i gotowe.


