niedziela, 31 lipca 2011

Rozdział 5 :



Dziś jest mój dzień! Dzień kompletnego skompromitowania się! To pierwsza myśl jaka przemknęła mi przez głowę gdy się obudziłam. Nie było we mnie ani kawałka optymizmu. W domu było dziwnie spokojnie, żaden z rodziców nie przyszedł  mnie jeszcze obudzić. Hm… Może postanowili mi odpuścić i pozwolili nie iść na bal?! Niestety moje marzenia były złudne bo po chwili usłyszałam głos mojej mamy wołającej mnie z dołu bym wstała bo czas już żebym się szykowała. To był by prawdziwy cud gdyby mi odpuścili tym bardziej że miałam już kupioną sukienkę i dodatki.


- Susan, słoneczko wstawaj już – Mama ponowiła próbę budzenia mnie.

- Idę już, idę ! – Odpowiedziałam jej głosem wypranym z wszelkich emocji.

Wygramoliłam się z łóżka i z kwaśną miną poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Zajęło mi to sporo czasu bo robiłam wszystko powoli. Tłumaczyłam to sobie w sposób iż jestem bardzo dokładna, a szczególnie w tak poważne dni! Okłamywanie siebie nie było zbyt pomocne ponieważ działało chwilowo i nie trwało długo. Musiałam pogodzić się z prawdą i zejść na dół, a tam miał zacząć się mój koszmar! Tak jak przypuszczałam mama czekała już na mnie w kuchnia z pysznym śniadaniem i szczerym uśmiechem. Nie zdążyłam jeszcze usiąść, a już zostałam zasypana stertą pytani których tak bardzo nie chciałam usłyszeć.

- Susan, słoneczko jak się czujesz? Dziś wyjątkowy dzień! Oj co ty taka nie wyspana? Źle spałaś? Czy Alice przyjdzie Ci pomóc? Właśnie, a Scott przyjedzie po ciebie samochodem? Może mamy was zawieź naszym?

- Dobrze. Nie Alice musi zadbać dziś o siebie. Tak przyjedzie. Nie, jadę ze Scottem - Odpowiadałam krótko i bez entuzjazmu.

- Oj, no jedz kochanie musisz mieć siły żeby tańczyć – Tym stwierdzeniem mama wyrwała mnie z zadumy. Wsłuchując się w to co powiedziała szeroko rozdziawiłam usta i upuściłam widelec na podłogę. To jest nie możliwe! Jeszcze ona musi mi przypominać z czym wiąże się pójście na bal absolwenta?!

- Przestań! Dobrze wiesz, że nie umiem tańczyć i jak bym mogła to bym tan nie szła! Ale kocham Scotta, to dla niego ważny dzień i nie chce wszystkie zepsuć! Wszystko będzie dobrze jak tylko nie będziesz , jak nikt nie będzie mi przypominał, że mam tańczyć przed wszystkimi trzecimi klasami! – Nie wytrzymałam i w końcu wybuchłam. Jak ochłonęłam było mi głupio, że wszystkie emocje wyładowałam na mamie.

- Pójdę przyszykować Ci sukienkę i zadzwonić do rodziców Scotta – Mama nie wyglądała na obrażoną tylko na przejętą. 
Nie chciała mnie pocieszać bo znów musiała by poruszyć temat tańczenia, a ja znów bym wybuchła! Popatrzyła na mnie czułym wzrokiem i wyszła z kuchni, a ja w ciszy dokończyłam posiłek. Jeszcze przez dłuższy czas siedziałam na krześle z podpartą brodą i gapiłam się w sufit. W pewnej chwili poczułam wibracje w kieszeni spodni, od razu się zerwałam i sięgnęłam po telefon. Odblokowałam go i otworzyłam wiadomość od Alice.

- Hej Susan! Jak tam samopoczucie? Nadal chodzisz z fałszywym uśmiechem na twarzy?
Alice

- Cześć! Nie przypominaj mi! Z fałszywym uśmiechem ? Proszę cię teraz to już nie ma nawet takiego uśmiechu. :( Przez moje defekty taneczne ucierpiała moja mama. Nakrzyczałam na nią przy śniadaniu.


Susan
- Susan ty masz coś nie tak z głową. Nie będzie tak źle przecież się nie pozabijasz na parkiecie, co naj wyżej może na tym ucierpieć Scott jak go podeptasz! ;D. On umie tańczyć więc o nic się nie martw! A tak w ogóle to przecież kiedyś chodziłyśmy na tańce i szło ci całkiem nieźle.
Alice

- Tak szło mi całkiem nieźle! A przypomnij sobie dlaczego mnie wywalili ?! No właśnie bo sobie nie radziłam wystarczająco dobrze. Dobra muszę iść bo przyszła moja fryzjerka. Pa <3 .
Susan

- No idź szykuj się. Widzimy się przed salą! Pa <3
Alice


Pani fryzjerka rozkładała już swoje przyrządy w moim pokoju, a ja poszłam przebrać się w wygodny dres. Usiadłam na krześle przed wielkim lustrem i przyglądałam się jej poczynaniom. Z zniecierpliwieniem czekałam na efekt końcowy.Później czekała mnie jeszcze makijażystka i gotowe.

sobota, 9 lipca 2011

Rozdział 4 :




Dzisiejszego ranka obudziłam się szczęśliwa. Rozmyślałam o wczorajszym dniu, nie mogłam uwierzyć w to, że rodzice sami wyskoczyli z propozycją noclegu. Niestety coś mi się nie zgadzało dała bym głowę, że Scott nocował dziś u mnie, a nie było go teraz koło mnie. Nagle wszystko wydawało mi się jednym wielkim snem, który pęknie jak bańka mydlana. Może ja nadal śnie, może wczorajszy wieczór nie miał w prawdziwym życiu miejsca ? Hm…nie byłam przekonana do hipotezy jaką wysnułam, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Musiałam zadowolić się tym co miałam. Nadal pogrążona w rozmyślaniu podparłam się na łokciach i zaczęłam penetrować pokój wzrokiem. Na biurku koło budzika, który wskazywał 10.00 stał mały liścik zaadresowany do mnie. Wyciągnęłam po niego rękę i w tym samym momencie razem ze śliską kołdrą spadłam na ziemię przewracając budzik. Na szczęście nikogo nie obudziłam bo jeśli było by inaczej już wparowałby ktoś to mojego pokoju z pytaniem czy nic mi nie jest. Wyszłam spod kołdry i zamaszystym ruchem podniosłam liścik z ziemi. Wygramoliłam się z powrotem na łóżko i zaczęłam czytać.

Susan!
Wstałem dziś wcześniej i nie chciałem Cię budzić bo spałaś tak słodko, trudno było mi oderwać od Ciebie wzrok. Gdy usłyszałem jak przez sen wymawiasz moje imię to już w ogóle nie chciałem wychodzić z pokoju. No, ale przecież jak każdy człowiek musisz zjeść śniadanie, a to najważniejszy posiłek dnia. Jak tylko wstaniesz i przeczytasz mój liścik proszę zejdź na dół, przygotowałem twoje ulubione kanapki.(oczywiście według instrukcji twojej mamy).
Scott

Czytając kąciki moich ust unosiły się ku górze układając na mojej twarzy piękny oświetlony porannym słońcem uśmiech. Zeszłam z łóżka tym razem z większą ostrożnością. Nie przebierając się poszłam tylko do łazienki rozczesać zmierzwione włosy i popędziłam po schodach do kuchni gdzie czekał na mnie Scott. Dopiero idąc po schodach dotarło do mnie, że trochę przesadziłam dziś ze spaniem. Tym bardziej, że miałam gościa i to niebyle kogo. Od razu pomyślałam, że muszę jak najszybciej przeprosić mojego ukochanego. Stanęłam w progu drzwi kuchni, splotłam ręce na brzuchu i z czułością przyglądałam się jak Scott radzi sobie w kuchni.

- Hej! – Powiedziałam na powitanie bo najwyraźniej nie zauważył kiedy weszłam.
- Witam Kochanie! – Spojrzał na mnie na moment i na powrót zabrał się za robienie herbaty.
- Przepraszam Cię, że tak długo spałam – Rzuciłam lekko zawstydzona.
- Spokojnie nic się nie stało. Nie twoja wina, że nie potrafię tak długo wyleżeć w łóżku.
- To co ty tak właściwie robiłeś przez ten cały czas kiedy ja spałam ?
- No wstałem. Akurat twój tata szykował się do pracy, więc zamieniliśmy parę słów. Potem wstała twoja mama, która bardzo jasno wyłożyła mi instrukcję jak uszczęśliwić Cię z samego rana. Rzecz jasna sam ją o to poprosiłem. Później wszyscy opuścili dom, a ja zabrałem się do szykowania śniadania – Uśmiechnął się po czym spoważniał i dodał – No dobra koniec gadania. Chodź musisz coś zjeść – Wyciągnął do mnie rękę i posadził mnie na drewnianym krześle stojącym w jadalni przy stole.

Siedzieliśmy naprzeciw siebie zajadając się pysznymi kanapkami. Scott nie odrywał ode mnie wzroku. Z jednej strony czułam się niezręcznie, a z drugiej nie chciałam robić mu przykrości mówiąc żeby przestał.
Po zjedzonym posiłku Scott zabrał się za mycie naczyń, a ja przeprosiłam go i poszłam na górę przebrać się i przygotować (fizycznie jak i psychicznie) do dzisiejszych zakupów. Nie były to zwyczajne zakupy! Ja przecież miałam kupić sukienkę na bal ! Wykonałam wszystkie czynności bardzo szybko by mój chłopak nie musiała znów na mnie czekać. Z grymasem na twarzy zeszłam na dół i założyłam adidasy. Scott stał już koło mnie gotowy do wyjścia. Widząc moją minę trochę się zaniepokoił i postanowił mnie pocieszyć.

- Kochanie co jest? – Mówiąc to popatrzył na mnie z czułością.
Westchnęłam.
- Chodzi o zakupy? – Nadal milczałam, więc wziął to jako odpowiedź twierdzącą – Nie przejmuj się tym tak. Przecież idą z nami Alice i Ashley.
- Świetnie! – Powiedziałam z sarkazmem – Jedna plus druga równa się wybuch nie spożytej energii i entuzjazmu.
Scott przysunął mnie do siebie, ujął stanowczo moją twarz w swoje dłonie i założył na moich ustach delikatny pocałunek.
- No, a teraz pójdziemy tam. Kupimy dla ciebie pękną suknie, a dla mnie garnitur i wracamy jak szybko się da.
- Obiecujesz? – Spytałam trzymając go za rękę.
- Obiecuje. Tylko rozchmurz się trochę.

Zakupy ciągły się godzinami. Przymierzyłam kilkanaście sukni, ja co prawda kupiła bym już tą pierwszą, ale Alice i Ashley uparły się, że muszę przymierzyć więcej i potem mogę wybierać. Było tak jak przewidywałam, wszyscy bawili się świetnie prócz mnie. Naprawdę próbowałam się uśmiechać, ale nie dawała mi spokoju jedna myśl – Przecież ja nie umiem tańczyć ! - Gdy Alice i Ashley za bardzo przesadzały Scott przytulał mnie do siebie i zagadywał żebym nie musiała i słuchać. Pomagało mi to, zdecydowanie wolałam skupić się na nim niż na eksperymentach ubraniowych testowanych na 
mnie.

Ostatecznie kupiłam granatową sukienkę do kolan na ramiączkach, marszczoną po bokach z ozdobnym diamencikowym wisiorkiem zawieszonym tuż pod biustem. Do tego czerwone za śliskiego materiału butki na niewielkim obcasie. Nie zapomniałam oczywiście o tym, że będziemy wracać późnym wieczorem i może być chłodno. Więc na wszelki wypadek dokupiłam czerwony szal by okryć nim ramiona.

piątek, 1 lipca 2011

Rozdział 3 ( cz. 3 )




Po chwili Scott odsunął swoje usta od moich, oderwał rękę z mojej tali i cichym, spokojnym ruchem przekręcił zamek drzwi – teraz były już porządnie zamknięte. Rzucił mi łobuzerskie spojrzenie i uśmiech. Nawet nie wiedziałam kiedy, a już znaleźliśmy się na łóżku. Scott powoli zaczął rozpinać guziki mojej koszuli, którą założyłam na ogrodzie. Nadal nasze usta pozostawały w współpracy. Oboje usłyszeliśmy kroki osoby idącej po schodach na górę, ale nie przejęliśmy się tym zbytnio i nadal zajmowaliśmy się sobą. Nagle gdy zamiast kroków usłyszeliśmy pukanie do drzwi zrobiło się naprawdę przerażająco. Oderwaliśmy się od siebie, usiedliśmy naprzeciw wymieniając znaczące spojrzenia. Gdy stukanie stało się głośniejsze przestraszyłam się, Scott zabrał się za poprawienie łóżka i założył swoją bluzkę. Ja poprawiłam włosy i zapięłam koszule. W pewnej chwili mama do pukania dołączyła jeszcze wołanie więc czym prędzej pobiegłam jej otworzyć. Przekręciłam zamek natomiast zanim uchyliłam drzwi upewniłam się, że Scott jest ubrany. Mama weszła pewnym krokiem, stając przy szafce zmierzyła całe pomieszczenie wzrokiem razem ze mną i moimi chłopakiem. Po czym widząc wszystko w nienaruszonym stanie i rozwiewają  swoje podejrzenia – niestety słuszne, ale tego się akurat nie domyśliła– uśmiechnęła się do nas i powiedziała:


- Przyszłam was powiadomić, że rodzice Scotta wybierają się już do domu.
- No tak nie będziemy siedzieć u was całą noc – Scott zaśmiał się uroczo – Proszę im powiedzieć, że już schodzę na dół – Dodał przyjaznym tonem.
- Twoi rodzice nie, ale jeśli chcesz to możesz zostać dziś na noc. Jutro i tak macie wolne od szkoły – Patrzyłam na usta mamy wypowiadające te słowa i nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam.
- Jeśli państwo nie mają nic przeciwko no i oczywiście Susan to chętnie zostanę.
- Oj kochany pewnie, że nie mamy.
- A Alice ? Przecież to ona miała u mnie nocować – Spytałam niby przejęta, ale niczego innego nie chciałam niż tego  żeby Scott został dziś u mnie.
- Słońce przed chwilką pojechała do domu. No to ja idę na dół pożegnać gości, a wy nie siedźcie za długo - Pod tymi słowami kryło się drugie dno znając moją mamę - Dobranoc dzieciaki – Dodała miłym tonem. Uśmiechnęła się czule i wszyła nie zamykając za sobą drzwi, ale lekko je przymykając.
Dopiero teraz dotarło do mnie do czego mogło by dojść jakby nie ona, złamalibyśmy ostrzeżenie mojej mamy. Teraz emocje zelżały. Cieszyło mnie to, że mama niczego się nie domyśliła i nadal ma do mnie, do nas takie zaufanie. Nawet rodzice Scotta i mój tata nie mieli widocznie nic przeciwko by został u mnie na noc.
- Było blisko – Rzucił pełnym śmiechu głosem Scott.
- To jeszcze jak. Co najlepsze ufają nam i to bardzo – Powiedziałam poważnym  tonem.
- Dokładnie i chyba będzie lepiej jak nie będziemy naruszać tego zaufania – Popatrzył na mnie, a ja pokiwałam potakująco głową.


Zabrałam się za ścielenie łóżka bo obje byliśmy bardzo zmęczeni dzisiejszym dniem. W tym czasie Scott poszedł wziąć prysznic. Gdy wrócił ja poszłam do łazienki, znów wszystko zrobiłam machinalnie. Położyliśmy się obok siebie, żadne z nas nie miało już ochoty na dokończenie tego czego przerwała nam moja mama. Wymieniliśmy znaczące spojrzenia przez które doskonale się rozumieliśmy. Leżeliśmy przytuleni do siebie i milczeliśmy  z początku.


- W poniedziałek bal – Odezwałam się pierwsza.
- Tak i właśnie chciałbym zabrać cię na zakupy. Wiesz ty potrzebujesz sukni, a ja garnituru.
- Możemy jechać jutro z rana, jeśli wstaniemy na tyle wcześnie – Oboje zaśmialiśmy się głośno.
- Niema sprawy, a teraz chyba pora już spać – Rzucił mi czule spojrzenie, które odwzajemniłam.


Na dobranoc Scott pocałował mnie w czoło, a ja znów poczułam jego oddech na swojej twarzy. Rozejrzała się po pokoju i zauważyłam, że drzwi nadal są lekko uchylone. Ja nie miałam zamiaru i zamykać, wiedziałam, że rodzice będą spokojniejsi. Ciągle wtuleni w siebie leżeliśmy z myślą, że jutrzejszy dzień od samego rana spędzimy razem. Mnie przerażała myśl balu i tego, że niezbyt radzę sobie z tańcem. No, ale pozostawiłam to w spokoju i zasnęłam w objęciach Scotta wsłuchując się w jego równomierny oddech.