Heei to ja, piszę po tak długiej przerwie bo mam dla was wiadomość ! Na razie nie będę kończyła tego opowiadania BO: po pierwsze miałam już napisane 3 kolejne rozdziały ale się USUNĘŁY :/ strasznie się wkurzyłam i nie mam weny żeby zacząć wszystko od nowa... Po za tym teraz nowa szkoła, więc czasu jakby brak (niestety) , ale obiecuje, że na pewno skończę to opowiadanie... może w wakacje ? Dobra teraz druga wiadomość zakładam nowego bloga !! Meega się cieszę ;D nie martwcie się, to nie będzie opowiadanie, tylko blog z avkami site. ZAPRASZAM na nowy blog --->http://site-models-kreatywnie.blogspot.com/ . Jeszcze raz przepraszam, że taak wyszło z tym opowiadaniem. Obiecuje poprawię się ;D
By pattixdd
' Love intact '
sobota, 22 września 2012
niedziela, 31 lipca 2011
Rozdział 5 :
Dziś jest mój dzień! Dzień kompletnego skompromitowania się! To pierwsza myśl jaka przemknęła mi przez głowę gdy się obudziłam. Nie było we mnie ani kawałka optymizmu. W domu było dziwnie spokojnie, żaden z rodziców nie przyszedł mnie jeszcze obudzić. Hm… Może postanowili mi odpuścić i pozwolili nie iść na bal?! Niestety moje marzenia były złudne bo po chwili usłyszałam głos mojej mamy wołającej mnie z dołu bym wstała bo czas już żebym się szykowała. To był by prawdziwy cud gdyby mi odpuścili tym bardziej że miałam już kupioną sukienkę i dodatki.
- Susan, słoneczko wstawaj już – Mama ponowiła próbę budzenia mnie.
- Idę już, idę ! – Odpowiedziałam jej głosem wypranym z wszelkich emocji.
Wygramoliłam się z łóżka i z kwaśną miną poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Zajęło mi to sporo czasu bo robiłam wszystko powoli. Tłumaczyłam to sobie w sposób iż jestem bardzo dokładna, a szczególnie w tak poważne dni! Okłamywanie siebie nie było zbyt pomocne ponieważ działało chwilowo i nie trwało długo. Musiałam pogodzić się z prawdą i zejść na dół, a tam miał zacząć się mój koszmar! Tak jak przypuszczałam mama czekała już na mnie w kuchnia z pysznym śniadaniem i szczerym uśmiechem. Nie zdążyłam jeszcze usiąść, a już zostałam zasypana stertą pytani których tak bardzo nie chciałam usłyszeć.
- Susan, słoneczko jak się czujesz? Dziś wyjątkowy dzień! Oj co ty taka nie wyspana? Źle spałaś? Czy Alice przyjdzie Ci pomóc? Właśnie, a Scott przyjedzie po ciebie samochodem? Może mamy was zawieź naszym?
- Dobrze. Nie Alice musi zadbać dziś o siebie. Tak przyjedzie. Nie, jadę ze Scottem - Odpowiadałam krótko i bez entuzjazmu.
- Oj, no jedz kochanie musisz mieć siły żeby tańczyć – Tym stwierdzeniem mama wyrwała mnie z zadumy. Wsłuchując się w to co powiedziała szeroko rozdziawiłam usta i upuściłam widelec na podłogę. To jest nie możliwe! Jeszcze ona musi mi przypominać z czym wiąże się pójście na bal absolwenta?!
- Przestań! Dobrze wiesz, że nie umiem tańczyć i jak bym mogła to bym tan nie szła! Ale kocham Scotta, to dla niego ważny dzień i nie chce wszystkie zepsuć! Wszystko będzie dobrze jak tylko nie będziesz , jak nikt nie będzie mi przypominał, że mam tańczyć przed wszystkimi trzecimi klasami! – Nie wytrzymałam i w końcu wybuchłam. Jak ochłonęłam było mi głupio, że wszystkie emocje wyładowałam na mamie.
- Pójdę przyszykować Ci sukienkę i zadzwonić do rodziców Scotta – Mama nie wyglądała na obrażoną tylko na przejętą.
Nie chciała mnie pocieszać bo znów musiała by poruszyć temat tańczenia, a ja znów bym wybuchła! Popatrzyła na mnie czułym wzrokiem i wyszła z kuchni, a ja w ciszy dokończyłam posiłek. Jeszcze przez dłuższy czas siedziałam na krześle z podpartą brodą i gapiłam się w sufit. W pewnej chwili poczułam wibracje w kieszeni spodni, od razu się zerwałam i sięgnęłam po telefon. Odblokowałam go i otworzyłam wiadomość od Alice.
- Hej Susan! Jak tam samopoczucie? Nadal chodzisz z fałszywym uśmiechem na twarzy?
Alice
- Cześć! Nie przypominaj mi! Z fałszywym uśmiechem ? Proszę cię teraz to już nie ma nawet takiego uśmiechu. :( Przez moje defekty taneczne ucierpiała moja mama. Nakrzyczałam na nią przy śniadaniu.
Susan
- Susan ty masz coś nie tak z głową. Nie będzie tak źle przecież się nie pozabijasz na parkiecie, co naj wyżej może na tym ucierpieć Scott jak go podeptasz! ;D. On umie tańczyć więc o nic się nie martw! A tak w ogóle to przecież kiedyś chodziłyśmy na tańce i szło ci całkiem nieźle.
Alice
- Tak szło mi całkiem nieźle! A przypomnij sobie dlaczego mnie wywalili ?! No właśnie bo sobie nie radziłam wystarczająco dobrze. Dobra muszę iść bo przyszła moja fryzjerka. Pa <3 .
Susan
- No idź szykuj się. Widzimy się przed salą! Pa <3
Alice
Pani fryzjerka rozkładała już swoje przyrządy w moim pokoju, a ja poszłam przebrać się w wygodny dres. Usiadłam na krześle przed wielkim lustrem i przyglądałam się jej poczynaniom. Z zniecierpliwieniem czekałam na efekt końcowy.Później czekała mnie jeszcze makijażystka i gotowe.
sobota, 9 lipca 2011
Rozdział 4 :
![]() |
Dzisiejszego ranka obudziłam się szczęśliwa. Rozmyślałam o wczorajszym dniu, nie mogłam uwierzyć w to, że rodzice sami wyskoczyli z propozycją noclegu. Niestety coś mi się nie zgadzało dała bym głowę, że Scott nocował dziś u mnie, a nie było go teraz koło mnie. Nagle wszystko wydawało mi się jednym wielkim snem, który pęknie jak bańka mydlana. Może ja nadal śnie, może wczorajszy wieczór nie miał w prawdziwym życiu miejsca ? Hm…nie byłam przekonana do hipotezy jaką wysnułam, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Musiałam zadowolić się tym co miałam. Nadal pogrążona w rozmyślaniu podparłam się na łokciach i zaczęłam penetrować pokój wzrokiem. Na biurku koło budzika, który wskazywał 10.00 stał mały liścik zaadresowany do mnie. Wyciągnęłam po niego rękę i w tym samym momencie razem ze śliską kołdrą spadłam na ziemię przewracając budzik. Na szczęście nikogo nie obudziłam bo jeśli było by inaczej już wparowałby ktoś to mojego pokoju z pytaniem czy nic mi nie jest. Wyszłam spod kołdry i zamaszystym ruchem podniosłam liścik z ziemi. Wygramoliłam się z powrotem na łóżko i zaczęłam czytać.
Susan!
Wstałem dziś wcześniej i nie chciałem Cię budzić bo spałaś tak słodko, trudno było mi oderwać od Ciebie wzrok. Gdy usłyszałem jak przez sen wymawiasz moje imię to już w ogóle nie chciałem wychodzić z pokoju. No, ale przecież jak każdy człowiek musisz zjeść śniadanie, a to najważniejszy posiłek dnia. Jak tylko wstaniesz i przeczytasz mój liścik proszę zejdź na dół, przygotowałem twoje ulubione kanapki.(oczywiście według instrukcji twojej mamy).
Scott
Czytając kąciki moich ust unosiły się ku górze układając na mojej twarzy piękny oświetlony porannym słońcem uśmiech. Zeszłam z łóżka tym razem z większą ostrożnością. Nie przebierając się poszłam tylko do łazienki rozczesać zmierzwione włosy i popędziłam po schodach do kuchni gdzie czekał na mnie Scott. Dopiero idąc po schodach dotarło do mnie, że trochę przesadziłam dziś ze spaniem. Tym bardziej, że miałam gościa i to niebyle kogo. Od razu pomyślałam, że muszę jak najszybciej przeprosić mojego ukochanego. Stanęłam w progu drzwi kuchni, splotłam ręce na brzuchu i z czułością przyglądałam się jak Scott radzi sobie w kuchni.
- Hej! – Powiedziałam na powitanie bo najwyraźniej nie zauważył kiedy weszłam.
- Witam Kochanie! – Spojrzał na mnie na moment i na powrót zabrał się za robienie herbaty.
- Przepraszam Cię, że tak długo spałam – Rzuciłam lekko zawstydzona.
- Spokojnie nic się nie stało. Nie twoja wina, że nie potrafię tak długo wyleżeć w łóżku.
- To co ty tak właściwie robiłeś przez ten cały czas kiedy ja spałam ?
- No wstałem. Akurat twój tata szykował się do pracy, więc zamieniliśmy parę słów. Potem wstała twoja mama, która bardzo jasno wyłożyła mi instrukcję jak uszczęśliwić Cię z samego rana. Rzecz jasna sam ją o to poprosiłem. Później wszyscy opuścili dom, a ja zabrałem się do szykowania śniadania – Uśmiechnął się po czym spoważniał i dodał – No dobra koniec gadania. Chodź musisz coś zjeść – Wyciągnął do mnie rękę i posadził mnie na drewnianym krześle stojącym w jadalni przy stole.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie zajadając się pysznymi kanapkami. Scott nie odrywał ode mnie wzroku. Z jednej strony czułam się niezręcznie, a z drugiej nie chciałam robić mu przykrości mówiąc żeby przestał.
Po zjedzonym posiłku Scott zabrał się za mycie naczyń, a ja przeprosiłam go i poszłam na górę przebrać się i przygotować (fizycznie jak i psychicznie) do dzisiejszych zakupów. Nie były to zwyczajne zakupy! Ja przecież miałam kupić sukienkę na bal ! Wykonałam wszystkie czynności bardzo szybko by mój chłopak nie musiała znów na mnie czekać. Z grymasem na twarzy zeszłam na dół i założyłam adidasy. Scott stał już koło mnie gotowy do wyjścia. Widząc moją minę trochę się zaniepokoił i postanowił mnie pocieszyć.
- Kochanie co jest? – Mówiąc to popatrzył na mnie z czułością.
Westchnęłam.
- Chodzi o zakupy? – Nadal milczałam, więc wziął to jako odpowiedź twierdzącą – Nie przejmuj się tym tak. Przecież idą z nami Alice i Ashley.
- Świetnie! – Powiedziałam z sarkazmem – Jedna plus druga równa się wybuch nie spożytej energii i entuzjazmu.
Scott przysunął mnie do siebie, ujął stanowczo moją twarz w swoje dłonie i założył na moich ustach delikatny pocałunek.
- No, a teraz pójdziemy tam. Kupimy dla ciebie pękną suknie, a dla mnie garnitur i wracamy jak szybko się da.
- Obiecujesz? – Spytałam trzymając go za rękę.
- Obiecuje. Tylko rozchmurz się trochę.
Zakupy ciągły się godzinami. Przymierzyłam kilkanaście sukni, ja co prawda kupiła bym już tą pierwszą, ale Alice i Ashley uparły się, że muszę przymierzyć więcej i potem mogę wybierać. Było tak jak przewidywałam, wszyscy bawili się świetnie prócz mnie. Naprawdę próbowałam się uśmiechać, ale nie dawała mi spokoju jedna myśl – Przecież ja nie umiem tańczyć ! - Gdy Alice i Ashley za bardzo przesadzały Scott przytulał mnie do siebie i zagadywał żebym nie musiała i słuchać. Pomagało mi to, zdecydowanie wolałam skupić się na nim niż na eksperymentach ubraniowych testowanych na
mnie.
Ostatecznie kupiłam granatową sukienkę do kolan na ramiączkach, marszczoną po bokach z ozdobnym diamencikowym wisiorkiem zawieszonym tuż pod biustem. Do tego czerwone za śliskiego materiału butki na niewielkim obcasie. Nie zapomniałam oczywiście o tym, że będziemy wracać późnym wieczorem i może być chłodno. Więc na wszelki wypadek dokupiłam czerwony szal by okryć nim ramiona.
piątek, 1 lipca 2011
Rozdział 3 ( cz. 3 )
Po chwili Scott odsunął swoje usta od moich, oderwał rękę z mojej tali i cichym, spokojnym ruchem przekręcił zamek drzwi – teraz były już porządnie zamknięte. Rzucił mi łobuzerskie spojrzenie i uśmiech. Nawet nie wiedziałam kiedy, a już znaleźliśmy się na łóżku. Scott powoli zaczął rozpinać guziki mojej koszuli, którą założyłam na ogrodzie. Nadal nasze usta pozostawały w współpracy. Oboje usłyszeliśmy kroki osoby idącej po schodach na górę, ale nie przejęliśmy się tym zbytnio i nadal zajmowaliśmy się sobą. Nagle gdy zamiast kroków usłyszeliśmy pukanie do drzwi zrobiło się naprawdę przerażająco. Oderwaliśmy się od siebie, usiedliśmy naprzeciw wymieniając znaczące spojrzenia. Gdy stukanie stało się głośniejsze przestraszyłam się, Scott zabrał się za poprawienie łóżka i założył swoją bluzkę. Ja poprawiłam włosy i zapięłam koszule. W pewnej chwili mama do pukania dołączyła jeszcze wołanie więc czym prędzej pobiegłam jej otworzyć. Przekręciłam zamek natomiast zanim uchyliłam drzwi upewniłam się, że Scott jest ubrany. Mama weszła pewnym krokiem, stając przy szafce zmierzyła całe pomieszczenie wzrokiem razem ze mną i moimi chłopakiem. Po czym widząc wszystko w nienaruszonym stanie i rozwiewają swoje podejrzenia – niestety słuszne, ale tego się akurat nie domyśliła– uśmiechnęła się do nas i powiedziała:
- Przyszłam was powiadomić, że rodzice Scotta wybierają się już do domu.
- No tak nie będziemy siedzieć u was całą noc – Scott zaśmiał się uroczo – Proszę im powiedzieć, że już schodzę na dół – Dodał przyjaznym tonem.
- Twoi rodzice nie, ale jeśli chcesz to możesz zostać dziś na noc. Jutro i tak macie wolne od szkoły – Patrzyłam na usta mamy wypowiadające te słowa i nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam.
- Jeśli państwo nie mają nic przeciwko no i oczywiście Susan to chętnie zostanę.
- Oj kochany pewnie, że nie mamy.
- A Alice ? Przecież to ona miała u mnie nocować – Spytałam niby przejęta, ale niczego innego nie chciałam niż tego żeby Scott został dziś u mnie.
- Słońce przed chwilką pojechała do domu. No to ja idę na dół pożegnać gości, a wy nie siedźcie za długo - Pod tymi słowami kryło się drugie dno znając moją mamę - Dobranoc dzieciaki – Dodała miłym tonem. Uśmiechnęła się czule i wszyła nie zamykając za sobą drzwi, ale lekko je przymykając.
Dopiero teraz dotarło do mnie do czego mogło by dojść jakby nie ona, złamalibyśmy ostrzeżenie mojej mamy. Teraz emocje zelżały. Cieszyło mnie to, że mama niczego się nie domyśliła i nadal ma do mnie, do nas takie zaufanie. Nawet rodzice Scotta i mój tata nie mieli widocznie nic przeciwko by został u mnie na noc.
- Było blisko – Rzucił pełnym śmiechu głosem Scott.
- To jeszcze jak. Co najlepsze ufają nam i to bardzo – Powiedziałam poważnym tonem.
- Dokładnie i chyba będzie lepiej jak nie będziemy naruszać tego zaufania – Popatrzył na mnie, a ja pokiwałam potakująco głową.
Zabrałam się za ścielenie łóżka bo obje byliśmy bardzo zmęczeni dzisiejszym dniem. W tym czasie Scott poszedł wziąć prysznic. Gdy wrócił ja poszłam do łazienki, znów wszystko zrobiłam machinalnie. Położyliśmy się obok siebie, żadne z nas nie miało już ochoty na dokończenie tego czego przerwała nam moja mama. Wymieniliśmy znaczące spojrzenia przez które doskonale się rozumieliśmy. Leżeliśmy przytuleni do siebie i milczeliśmy z początku.
- W poniedziałek bal – Odezwałam się pierwsza.
- Tak i właśnie chciałbym zabrać cię na zakupy. Wiesz ty potrzebujesz sukni, a ja garnituru.
- Możemy jechać jutro z rana, jeśli wstaniemy na tyle wcześnie – Oboje zaśmialiśmy się głośno.
- Niema sprawy, a teraz chyba pora już spać – Rzucił mi czule spojrzenie, które odwzajemniłam.
Na dobranoc Scott pocałował mnie w czoło, a ja znów poczułam jego oddech na swojej twarzy. Rozejrzała się po pokoju i zauważyłam, że drzwi nadal są lekko uchylone. Ja nie miałam zamiaru i zamykać, wiedziałam, że rodzice będą spokojniejsi. Ciągle wtuleni w siebie leżeliśmy z myślą, że jutrzejszy dzień od samego rana spędzimy razem. Mnie przerażała myśl balu i tego, że niezbyt radzę sobie z tańcem. No, ale pozostawiłam to w spokoju i zasnęłam w objęciach Scotta wsłuchując się w jego równomierny oddech.
środa, 29 czerwca 2011
Rozdział 3 ( cz.2 )
Zakupy były udane, mamy wszystko co trzeba na dzisiejszy wieczór. Nawet kupiłyśmy sobie z Alice takie same zielone z fajnym nadrukiem koszulki, tak na znak naszej długiej przyjaźni. Co dziwne mama nie zamęczyła mnie pytaniami odnośnie Scotta. Spytała tylko o kilka rzeczy min. o to czy jesteśmy parą, czy jestem pewna co do moich uczuć. Na koniec dodała, że życzy na szczęścia oraz abyśmy byli ostrożni i mieli na uwadze to, że jeszcze mamy czas na różne rzeczy bo na razie najważniejsza jest szkoła i nauka. Tą uwagą mnie nie rozbawiła ponieważ wiem, że się o mnie martwi i nie chce abym wyskoczyła jej ze stwierdzeniem – Mamo jestem w ciąży, będziesz babcią – Przecież one czuje się nadal taka młoda hehe . Gdy wróciłyśmy do domu mama zabrała się za przygotowanie przekąsek, tata za grilla, Alice pojechała do siebie przebrać się by wrócić wieczorem ze swoimi rodzicami, a ja zaczęłam od sprzątania pokoju. Później przekopałam szafę i w końcu założyłam wygodne szare legginsy do kolan i przedłużaną białą koszulkę z kolorowymi napisami. Włosy porządnie rozczesałam i letko pofalowałam lokówką, grzywkę spięłam dwiema czarnymi wsuwkami. Nie lubię się stroić więc bransoletki, kolczyki i wisiorki odpadają. Stojąc przed lustrem wyciągnęłam z kosmetyczki tusz do rzęs, delikatnie odkręciłam i lekkimi, płynnymi ruchami ręki stopniowo wydłużałam moje rzęsy. Oczy w mgnieniu oka stały się większe, nagle usłyszałam ruch i krzątaninę na parterze. Spojrzałam na zegarek wybiła godzina przyjazdu naszych gości, więc z stąd ten hałas powiedziałam do siebie. Wybiegłam z pokoju bardzo szczęśliwa, tuż przed schodami zwolniłam i powoli zeszłam na dół. To co zobaczyłam bardzo mnie zdziwiło, rodzice Scotta, moi i Alice bardzo dobrze się znali. Wiem, że to małe miasteczko, ale żeby aż tak. No z drugiej strony to nawet dobrze, obejdzie się bez przedstawiania i będzie można się wymknąć od stołu. Pomiędzy tłumami jakie panowały w moim salonie wypatrywałam Scotta, natomiast mnie wypatrzyła jego siostra.
- Siemka. Jestem Ashley siostra twojego chłopaka, a ty to pewnie ta Susan o której Scott tak dużo opowiada – Mówiąc to uśmiechnęła się przyjaźnie oraz podała mi rękę na powitanie.
- Tak to ja.
- Czy my przypadkiem nie chodzimy do jednej klasy ? - Zadawała tyle pytań, a ja chciałam znaleźć Scotta. Co najgorsze ona się dopiero rozkręcała, jest energiczną osobą i naprawdę nie da się jej nie lubić, ale teraz miałam całkiem inne myśli i nie mogłam skoncentrować się na tym co do mnie mówi.
- Tak, ale nie miałyśmy okazji się poznać wcześniej – Powiedziałam to z uśmiechem oraz musiałam teraz zadać jej to pytanie by móc się od niej uwolnić i innym razem pogadać – A twój brat w ogóle przyszedł ? – Wydawał mi się to raczej nie możliwą opcją, ale kto pyta nie błądzi.
- No ba, czeka na ten wieczór odkąd wrócił ze szkoły. Spokojnie dziewczyno poszedł tylko pomóc im rozpalać grilla.
W pewnej chwili przestałam słuchać tego co mówi Ashley bo zobaczyłam zbliżającego się w moją stronę Scotta, od razu poprawił mi się humor. Podszedł do mnie i delikatnie położył mi swoją prawą rękę na moje tali, uśmiechnął się łobuzersko, ja odwzajemniłam uśmiech po czym patrząc mi prosto w oczy swymi gorącymi ustami lekko musną mój zimny policzek, który nagle się zaczerwienił. Gdy odchylał się od mojej twarzy poczułam jego oddech na moje skórze i w tym samym momencie zakręciło mi się w głowie.
- Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do twojego nieziemskiego zapachu.
- Mam nadzieje – Znów uśmiechnął się łobuzersko.
Patrzeliśmy tak na siebie jeszcze chwile, w końcu zauważyłam, że nie ma już koła nas Ashley. Pewnie nie chciała nas krępować i wolała zmyć się po cichu. Ja kompletnie odpłynęłam i nie wiedziałam kiedy to się stało. Po chwili dobiegł nas głos mojej mamy wołającej do stołu. Nie wypadało nie przyjść bo to właśnie my byliśmy jednym z powodów dla, którego tu dzisiaj jesteśmy. Żeby dłużej nie czekać chwyciłam Scotta ze rękę i podążyliśmy przez salon prosto na ogród gdzie wszyscy już siedzieli przy stole. Byli tak zafascynowani swoimi tematami rozmów, że nie zauważyli kiedy ja i mój chłopak usiedliśmy . Nawet Alice była zajęta burzliwą rozmową z Ashley, a przecież chciała poznać Scotta. Nie zależało mi żeby być w centrum uwagi, ale mogli by chociaż odwrócić głowy! Razem ze Scottem zajęliśmy się własnymi tematami. Po chwili tata Alice ogłosił, że szaszłyki z grilla są już gotowe. Każdy dostał swoją porcję nałożoną przez moją mamę. Widać było, że wszyscy są zadowoleni i tak zajęci sobą, że nawet się nie zorientują jak znikniemy ze Scottem i schowamy się od tych tłumów u mnie w pokoju. Tak więc zrobiliśmy, chwycił mnie delikatnie za rękę i nie rozglądając się wyszliśmy z ogrodu po czym po schodach dążyliśmy do mojego pokoju.
- No nareszcie sami – Powiedziałam z ulgą w głosie – Słyszałam, że wybrałeś się dzisiaj na lekcje do szkoły – dodałam dumnym głosem.
- No wiesz nie chce żeby ludzie mówili, że chodzisz z chłopakiem nieukiem albo głupkiem. Zrobiłem to dla Ciebie.
- Robisz to też dla siebie, ale i tak się z tego cieszę. Kocham Cię !
- Ja też bardzo Cię kocham i nigdy nie odejdę !
Zamilkłam, spoglądałam tylko w jego ślicznie błyszczące od światła niebieskie oczy. W pewnej chwili Scott objął mnie w tali, a ja oparłam się lekko o drzwi domykając je do końca. Uśmiechnęłam się czule, on pochylił się nade mną i dotknął swoimi ustami moich warg. W tej samej chwili moje ręce okręciły się wokół jego szyi, zaczęliśmy się całować. Tak jak za pierwszym razem nie mogłam się skupić i odpłynęłam pod wpływem jego nieziemskiego zapachu i delikatnych ust. Od naszego pierwszego pocałunku na polanie po dzisiejszy dzień nasze usta spotykały się coraz częściej i pewniej, ale nadal każde to spotkanie było wyjątkowo inne i godne zapamiętania.
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Rozdział 3 ( cz.1 )
Po przebudzeniu nie otwierałam od razu oczu, chciałam pozbierać wszystko do kupy bo nie wierzyłam w to co się wczoraj stało. Ja, Scott, nasza rozmowa i ten cudowny pocałunek. Nagle mocne światło słoneczne uderzyło w moje przykryte powiekami oczy, które musiałam teraz otworzyć. Podniosłam głowę, a nade mną stała już Alice i to chyba ona po cichu wtargnęła do mojego pokoju odsłaniając zasłony. Nie zdążyłam nawet dobrze się podnieść i rozkminić co ona tu właściwie robi, a już dostałam deszcz pytań. No cóż w tym miasteczku nic się nie uchowa!
- Ej co jest z Tobą ? Gdzie ty się wczoraj szlajałaś ? Cały czas dzwoniłam ! Czemu nie odbierałaś ?
- Yyy… Skończyłam wcześniej zajęcia – Powiedziałam nieśmiałym i nadal rozespanym głosem.
- Aha. Co?! Że jak?! Wcześniej i nawet nic nie powiedziałaś, ej miałyśmy pochodzić po sklepach!
- No wiesz tak jakoś wyszło.
- Tak jakoś?! … To co ty właściwie robiłaś cały dzień? – Zadała pytanie na które tak bardzo nie chciałam odpowiadać, a ona przecież jest moją przyjaciółką i nie mamy przed sobą tajemnic – Uhhu ! Zejdź na ziemnie marzcielko i odpowiadaj– W tym momencie machnęła mi ręką przed oczami, a ja się ocknęłam i zorientowałam, że ten chwyt nie działa bo ona za dobrze mnie zna.
- Właściwie to nic, siedziałam w domu przed komputerem słuchając muzyki. No znasz mnie przecież co ja innego mogła bym robić – Próbowałam powiedzieć to tak aby zabrzmiało bardzo przekonująco.
- Tak, tak znam Cię, więc gdybyś faktycznie siedziała w domu to zadzwoniła byś do mnie. Jak zawsze, żeby się razem ponudzić.
- No Dobra ! Byłam ze Scottem – Wydusiłam to z siebie i spuściłam wzrok niczym małe dziecko.
- O widzisz …Co prawda wiedziałam o tym już od wczoraj no ale wiesz nie ma to jak przesłuchanie przyjaciółki, te twoje marne starania odwrócenia mojej uwagi, a i najlepsze twoja marna gra aktorska – Uśmiechnęła się szyderczo, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
- A co ty tu w ogóle robisz ? Jak weszłaś do domu ? – Kolejna próba odwrócenia uwagi, haha… ale tym razem skuteczna.
- No jak to po co, musiałam sprawdzić co się z Tobą dzieje. Weszłam normalnie przez drzwi. Nie wiem co się tam wczoraj działo, ale to na pewno nie było dla Ciebie zdrowe i Twój mózg najwyraźniej nie wytrzymał bo trochu się zlasował.
- Chcesz posłuchać co się wczoraj stało czy masz zamiar całkowicie zepsuć mi humor swoimi ripostami ?!
- Sory no, ale mnie wkurzyłaś bo nie posłuchałaś jak Ci mówiłam żebyś się z nim nie zadawała.
- Tak, bo musiałam sama sprawdzić jaki jest.
- I co pewnie się rozczarowałaś ?
- Tak …
- A nie mówiłam …
- Rozczarowałam się ale Tobą.
- Przyznaję może się myliłam odrobinkę.
- Wiesz co tak naprawdę to nikt z was nie wie jaki Scott jest naprawdę.
- To niby jaki jest?
- Jest miły, czuły, przy mnie był sobą, był tym kim nie pozwalają mu być znajomi, da się z nim normalnie porozmawiać.
- Gdzie wy w ogóle wczoraj byliście? No i co się tam działo? – Rzuciła z wielką fascynacją.
- Na łące, nie wiem gdzie to, ale było tam ślicznie. Pachnące kwiaty, słońce, drzewa no i my razem, tam. Dużo rozmawialiśmy, a na koniec wszystko uwieńczyliśmy pięknym, dla mnie trwającym wieczność pocałunkiem – W tym momencie zły napłynęły mi do oczu, szybko je przetarłam i popatrzyłam na Alice siedzącą naprzeciwko mnie z kamienną twarzą i otwartymi ustami, które nie wiedziały co mają powiedzieć.
- Czyli teraz jesteście parą ?
- Na to wygląda – Pokiwałam potakująco głową.
- No, no to o was od rana huczy całe miasteczko.
- Jak to ?
- Wystarczyło, że Scott przyszedł wczoraj po ciebie pod szkołę i dziś wybrał się do na lekcje czego nie robił od miesiąca – Patrzyła na mnie z miną pełną podziwu i dodała – Przepraszam Cię, że tak źle o min mówiłam i tak na Ciebie naskoczyłam z tymi pytaniami.
- Nic się nie stało. Co? Właśnie szkoła musimy się zbierać !
- Em… Wybacz ale dziś Cię porywam na zakupy bo twoja mam prosiła.
- Fajnie, ale Scott ?
- Oj tam, nic się nie stanie jak zobaczysz swojego Romeo dopiero wieczorem. Bo pewnie nie wiesz, ale twoi rodzice robią dziś grilla i zapraszają rodzinę Scott’a i moją.
- To super, że wpadli na taki pomysł ! – Naprawdę się ucieszyłam, zaczęłam podskakiwać z radości – Tylko mnie nie mów, że rodzice wiedzą, że ja i Scott jesteśmy parą ? – Pełna optymizmu liczyłam na przeczącą odpowiedź bo chciałam żeby dowiedzieli się o tym od nas, a nie od ludzi.
- Mówiłam to miasto kocha nowinki, hehe .
Po chwili przez otwarte drzwi mojego pokoju dobiegł nas głoś mojej mamy.
- Susan, Alice chodźcie musicie coś zjeść zanim pojedziemy na zakupy.
- Dobrze mamo już idziemy – Odpowiedziałam zadowolonym głosem po czym wstałyśmy i obie zeszłyśmy na dół do kuchni. Tam czekało na nas pyszne śniadanie, sałatka z pora i mój ulubiony zestaw kanapek. Od razu zabrałyśmy się do jedzenia, a mam nic nie mówiąc tylko uśmiechając się to mnie poszła się przebrać. Zajadając się sałatką nagle podskoczyłam, nie wiedząc co się dzieje Alice siedziała i patrzyła na mnie jak na wariatkę. Okazało się, że to tylko niegroźny sms, uspokoiłam Alice, a ona zaczęła się ze mnie śmiać. Wyciągając telefon z kieszeni spodni byłam ciekawa kto do mnie napisał, przecież tak niewiele osób ma mój numer. Powoli przesunęłam palec na przycisk odblokowujący klawiaturę i ostrożnie otworzyłam nową wiadomość.
Hej Susan ! Szkoda, że nie ma Cię dziś w szkole bo chciałbym znów Cie zobaczyć. Pewnie już wiesz, że dziś wieczorem poznasz moich rodziców i siostrę, a ja twoją rodzinę. Kocham Cię, do wieczora ! :*
Twój Scott !
Czytając moja twarz promieniała uśmiechem coraz bardziej, więc Alice domyśliła się kto napisał, a widząc moją słodką minę nie musiała już czytać tego smsa. Teraz wiedziałam na pewno, że wczorajsze wydarzenia to nie był tylko piękny sen. No teraz trzeba zejść na ziemie i racjonalnie myśleć co w moim przypadku jest teraz trudne gdy mam Scotta... (cdn)
sobota, 25 czerwca 2011
Rozdział 2
Rano obudziłam się z myślą , że ten dzień będzie naprawdę wesoły . Po pierwsze niebo było całkowicie pozbawione chmur, zostało tylko złociste słońce, którego promienie zatrzymały się na mojej twarzy budząc mnie ze snu. Po drugie przeżyłam pierwszy dzień w szkole i teraz będzie tylko lepiej bo nie będę już obiektem rozmów wielu osób. No i w końcu po trzecie dziś znów zobaczę Scotta. Widziałam go zaledwie raz, a już nie mogę o nim przestać myśleć, to pewnie przez to że jest taki intrygujący i mam nieodpartą chęć poznania go bliżej by poznać tę lepszą stronę jego zachowania , charakteru .
Wszystkie poranne czynności wykonywałam już rutynowo, zaczynając od ubioru i czesania włosów , a kończąc na śniadaniu i wyjściu do szkoły. Przed szkołą czekała na mnie już Alice, przywitałam się z nią i z przykrością oznajmiłam jej, że mamy inny plan lekcji.
- Słuchaj nieudało się załatwić tak żebyśmy miały ten sam rozkład zajęć, więc widzimy się tylko na dwóch lekcjach dziennie.
- No trudno dobre i to. A konkretnie to na jakich ?
- Na biologii i trygonometrii .
- O to świetnie bo nie przepadam za biologią, więc pół lekcji możemy przegadać . A tego drugiego nie kminie, dlatego ty będziesz mi pomagała – Obie wybuchłyśmy śmiechem , po czym dodałam że mam teraz W-F i musze się jeszcze przebrać. Dlatego obie podążyłyśmy na swoje zajęcia.
W szkole Eric usiadł ze mną na angielskim i odprowadził na następną lekcje. Pozostali uczniowie rzadziej się na mnie gapili , a lunch zjadłam w towarzystwie Alice, Eric’a, Tom’a i paru innych osób, które już rozpoznawałam. Ale imion nie byłam jeszcze w stanie zapamiętać. Byłam uradowana gdy przeczytałam na tablicy zastępstw, że zwalniają nas dziś do domu zaledwie po pięciu lekcjach. Idąc korytarzem ku wyjścia zaczęłam już rozplątywać kabelki od słuchawek do telefonu. Robiłam to bardzo ostrożnie bo są takie delikatne i łatwo je zerwać. – Gotowe – powiedziałam do siebie, wybrałam najlepszą listę moich piosenek po czym nacisnęłam „Play” i zanurzyłam się w rytmach mojej muzyki. Dziś już byłam ostrożna i mimo głośno puszczonej nuty rozglądałam się na boki by nie wylądować znów w jakiejś kałuży. Nagle poczułam lekkie szarpnięcie za tył mojej błękitnej koszulki, odwróciłam się wyciągając słuchawki z uszu.
- Witaj Susan.
- Cześć – Byłam zdziwiona i zarazem szczęśliwa widząc przede mną Scott’a. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że kompletnie o nim zapomniałam. Widocznie byłam zbyt zajęta nauką podczas zajęć. No przynajmniej wiem że jest jakiś sposób by się uwolnić od swoich myśli, które są strasznie natrętne. – Co tam u ciebie ? – Spytałam przyjaźnie .
- Wszystko okej, a ty skończyłaś już zajęcia ?
- Tak, a ty co dopiero zaczynasz ?
- Hehe , tak jakby. W sumie to nie mam dziś ważnych lekcji, więc może pójdziemy na spacer po okolicy ? Bo jak się domyślam przez trzy dni nie zwiedziłaś jeszcze wszystkiego. – To drugie to raczej nie było pytanie z jego strony , ale stwierdzenie. Natomiast bardzo trafne.
- Hm , no dobrze chodźmy – Powiedziałam uśmiechając się i nie wierząc, że właśnie teraz będę miała dobrą okazje by pogadać i dowiedzieć się jaki jest naprawdę.
- To od czego chcesz zacząć ?
- Wiesz wolałabym jakieś ciche miejsce, z daleka od centrum miasteczka – Powiedziałam nieśmiałym głosem i grymasem na twarzy.
- Heh , znam takiej jedno miejsce . Ale będziemy musieli iść tam 30 min. więc jaki ?
- Jeśli chodzi Ci o moją kondycje to jest w świetnym stanie – Uśmiechnął się sympatycznie po czym wskazał ręką kierunek naszej podróży. Zerknęłam przez ramię na dwie dziewczyny siedzące na murku przed szkołą, które wymieniły moje imię. Patrzyły na mnie jakby chciały mnie rozszarpać za to, że Scott ze mną rozmawia. Strach pomyśleć co by zrobiły gdyby podsłuchały naszą rozmowę i wiedziały by, że zamierzamy spędzić razem popołudnie. Wrr, aż ciarki mnie przeszły.
- Wszystko w porządku ? – Spytał zaniepokojony, najwyraźniej zobaczył moje dreszcze.
- Tak, tak. Zamyśliłam się tylko, no chodźmy bo za godzinę nawet nie dojdziemy – Roześmiałam się by nie wyczuł mojego zaniepokojenia.
Po chwili szkoła znikła za rogiem, a ja nadal rozmyślałam o tych dziewczynach. Nie wiedziałam jak o nie zapytać Scott’a -A on na pewno będzie wiedział- Powiedziałam do siebie.
- Scott powiesz kim były te dwie panny, które siedziały na murku przed szkoła ?
- Ta z lewej to była Carmen, a ta druga to Kate.
- Czemu tak dziwnie na nas patrzyły ? A raczej na mnie – Dodałam cichym tonem .
- To moja wina, bo my to znaczy ja z Carmen byliśmy razem. Ale to stara historia, a one teraz nie lubią gdy rozmawiam czy zadaje się z innymi dziewczynami. Są wścibskie i to dlatego – Widać było, że chciał mnie przed nimi ostrzec, choć nie powiedział tego wprost.
- Czyli chcesz powiedzie że musze na nie uważać ?
- Można to i tak rozumieć. Skończmy ten temat, lepiej się rozejrzyj już jesteśmy na miejscu – Uśmiechną się łobuzersko pokazując mi ręką piękną leśną polane pokrytą przeróżnymi kwiatami. Chwycił mnie za rękę i usiedliśmy pod ogromnym drzewem , siedzieliśmy naprzeciw siebie. On milczał wpatrując się we mnie jakby chciał mnie taką zapamiętać myśląc, że zaraz ucieknę. Przerwałam tą cisze chcąc usłyszeć jego delikatny głos zanim będę musiała wracać do domu.
- Może opowiesz mi coś o sobie ? – Spytałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Po co przecież Alice już Ci pewnie wszystko o mnie opowiedziała.
- Myślę, że to co ona powiedziała to nie do końca prawda. A poza tym chce to usłyszeć od Ciebie .
- Pije, imprezuje, wagaruje, pale. Ale nie jakieś papierosy, wole zielsko. Myślisz, że dlaczego w poniedziałek dopiero szedłem do szkoły jak ty już z niej wychodziłaś ? – Bo musiałem odespać po imprezie, a dziś nawet nie miałem zamiaru tam iść. Przyszedłem by do Ciebie zagadać. I co to chciałaś usłyszeć ?! – Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, a ja zamilkłam na chwile.
- Nie – Pokręciłam przecząco głową – Chce usłyszeć tą drugą część, te w której grasz na gitarze, masz pasje, trenujesz grę w koszykówkę, a przede wszystkim jesteś tu ze mną. Te w której powiedział byś, że coś dla ciebie znaczę – W tym momencie popatrzyłam w jego śliczne błękitne oczy.
- Nie rozumiesz ? Ja nie jestem dobrym materiałem na chłopaka.
- Posłuchaj ! Potrzebowałam tylko jednej minuty, żeby Cię zauważyć, jednej godziny, żeby ocenić i jednego dnia, żeby pokochać, a jeśli odejdziesz będę potrzebowała całego życia by Cię później zapomnieć – Nadal patrzyłam w jego oczy czekając na reakcje po tym jak wyznałam mu miłość. Nagle zły napłynęły mi do oczy, jedna kropelka zaczęła płynąć po moim policzku zostawiając mokry ślad, a sama spadła na kołnierz mojej koszulki.
- Nigdzie nie odejdę, zostaje tutaj z Tobą – Swoją delikatną dłonią przetarł ślad na moim policzku jaki zostawiła zimna i mokra kropelka łzy.
Zanim się obejrzałam nasze twarze dzieliło już tylko kilka centymetrów. Czułam jego oddech na swojej skórze. Czułam zapach jego perfum. Zapach przy którym nie umiałam się skupić i myśleć. Nagle zapragnęłam, żeby przestały nas dzielić nawet centymetry. On chyba pomyślał o tym samym bo jego usta znalazły się na moich w tej samej sekundzie. Zaczęliśmy się całować bardzo delikatnie. Jego ręce znalazły się na mojej tali i przyciągnął mnie do siebie praktycznie nie używając siły. Moje ręce owinęły mu się na karku, a palce wplotły się w jego włosy. Nasze wargi współpracowały ze sobą bardzo dobrze, a ja chciałam żeby ten pocałunek trwał wiecznie. Kiedy chciał się cofnąć przytrzymałam go delikatnie ustami, nie chciałam opuszczać tego pięknego miejsca do którego zawędrowałam dzięki niemu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





