środa, 29 czerwca 2011

Rozdział 3 ( cz.2 )






Zakupy były udane, mamy wszystko co trzeba na dzisiejszy wieczór. Nawet kupiłyśmy sobie z Alice takie same zielone z fajnym nadrukiem koszulki, tak na znak naszej długiej przyjaźni. Co dziwne mama nie zamęczyła mnie pytaniami odnośnie Scotta. Spytała tylko o kilka rzeczy min. o to czy jesteśmy parą, czy jestem pewna co do moich uczuć. Na koniec dodała, że życzy na szczęścia oraz abyśmy byli ostrożni i mieli na uwadze to, że jeszcze mamy czas na różne rzeczy bo na razie najważniejsza jest szkoła i nauka. Tą uwagą mnie nie rozbawiła ponieważ wiem, że się o mnie martwi i nie chce abym wyskoczyła jej ze stwierdzeniem – Mamo jestem w ciąży, będziesz babcią – Przecież one czuje się nadal taka młoda hehe . Gdy wróciłyśmy do domu mama zabrała się za przygotowanie przekąsek, tata za grilla, Alice pojechała do siebie przebrać się by wrócić wieczorem ze swoimi rodzicami, a ja zaczęłam od sprzątania pokoju. Później przekopałam szafę i w końcu założyłam wygodne szare legginsy do kolan i przedłużaną białą koszulkę z kolorowymi napisami. Włosy porządnie rozczesałam i letko pofalowałam lokówką, grzywkę spięłam dwiema czarnymi wsuwkami. Nie lubię się stroić więc bransoletki, kolczyki i wisiorki odpadają. Stojąc przed lustrem wyciągnęłam z kosmetyczki tusz do rzęs, delikatnie odkręciłam i lekkimi, płynnymi ruchami ręki stopniowo wydłużałam moje rzęsy. Oczy w mgnieniu oka stały się większe, nagle usłyszałam ruch i krzątaninę na parterze. Spojrzałam na zegarek wybiła godzina przyjazdu naszych gości, więc z stąd ten hałas powiedziałam do siebie. Wybiegłam z pokoju bardzo szczęśliwa, tuż przed schodami zwolniłam i powoli zeszłam na dół. To co zobaczyłam bardzo mnie zdziwiło, rodzice Scotta, moi i Alice bardzo dobrze się znali. Wiem, że to małe miasteczko, ale żeby aż tak. No z drugiej strony to nawet dobrze, obejdzie się bez przedstawiania i będzie można się wymknąć od stołu. Pomiędzy tłumami jakie panowały w moim salonie wypatrywałam Scotta, natomiast mnie wypatrzyła jego siostra.

- Siemka. Jestem Ashley siostra twojego chłopaka, a ty to pewnie ta Susan o której Scott tak dużo opowiada – Mówiąc to uśmiechnęła się przyjaźnie oraz podała mi rękę na powitanie.
- Tak to ja.
- Czy my przypadkiem nie chodzimy do jednej klasy ?  - Zadawała tyle pytań, a ja chciałam znaleźć Scotta. Co najgorsze ona się dopiero rozkręcała, jest energiczną osobą i naprawdę nie da się jej nie lubić, ale teraz miałam całkiem inne myśli i nie mogłam skoncentrować się na tym co do mnie mówi.
- Tak, ale nie miałyśmy okazji się poznać wcześniej – Powiedziałam to z uśmiechem oraz musiałam teraz zadać jej to pytanie by móc się od niej uwolnić i innym razem pogadać – A twój brat w ogóle przyszedł ? – Wydawał mi się to raczej nie możliwą opcją, ale kto pyta nie błądzi.
- No ba, czeka na ten wieczór odkąd wrócił ze szkoły. Spokojnie dziewczyno poszedł tylko pomóc im rozpalać grilla.

W pewnej chwili przestałam słuchać tego co mówi Ashley bo zobaczyłam zbliżającego się w moją stronę Scotta, od razu poprawił mi się humor.  Podszedł do mnie i delikatnie położył mi swoją prawą rękę na moje tali, uśmiechnął się łobuzersko, ja odwzajemniłam uśmiech po czym patrząc mi prosto w oczy swymi gorącymi ustami lekko musną mój zimny policzek, który nagle się zaczerwienił. Gdy odchylał się od mojej twarzy poczułam jego oddech na moje skórze i w tym samym momencie zakręciło mi się w głowie.

- Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do twojego nieziemskiego zapachu.
- Mam nadzieje – Znów uśmiechnął się łobuzersko.

Patrzeliśmy tak na siebie jeszcze chwile, w końcu zauważyłam, że nie ma już koła nas Ashley. Pewnie nie chciała nas krępować i wolała zmyć się po cichu. Ja kompletnie odpłynęłam i nie wiedziałam kiedy to się stało. Po chwili dobiegł nas głos mojej mamy wołającej do stołu. Nie wypadało nie przyjść bo to właśnie my byliśmy jednym z powodów dla, którego tu dzisiaj jesteśmy. Żeby dłużej nie czekać chwyciłam Scotta ze rękę i podążyliśmy przez salon prosto na ogród gdzie wszyscy już siedzieli przy stole. Byli tak zafascynowani swoimi tematami rozmów, że nie zauważyli kiedy ja i mój chłopak usiedliśmy . Nawet Alice była zajęta burzliwą rozmową z Ashley, a przecież chciała poznać Scotta. Nie zależało mi żeby być w centrum uwagi, ale mogli by chociaż odwrócić głowy! Razem ze Scottem zajęliśmy się własnymi tematami. Po chwili tata Alice ogłosił, że szaszłyki z grilla są już gotowe. Każdy dostał swoją porcję nałożoną przez moją mamę. Widać było, że wszyscy są zadowoleni i tak zajęci sobą, że nawet się nie zorientują jak znikniemy ze Scottem i schowamy się od tych tłumów u mnie w pokoju. Tak więc zrobiliśmy, chwycił mnie delikatnie za rękę i nie rozglądając się wyszliśmy z ogrodu po czym po schodach dążyliśmy do mojego pokoju.

- No nareszcie sami – Powiedziałam z ulgą w głosie – Słyszałam, że wybrałeś się dzisiaj na lekcje do szkoły – dodałam dumnym głosem.
- No wiesz nie chce żeby ludzie mówili, że chodzisz z chłopakiem nieukiem albo głupkiem. Zrobiłem to dla Ciebie.
- Robisz to też dla siebie, ale i tak się z tego cieszę. Kocham Cię !
- Ja też bardzo Cię kocham i nigdy nie odejdę !

Zamilkłam, spoglądałam tylko w jego ślicznie błyszczące od światła niebieskie oczy. W pewnej chwili Scott objął mnie w tali, a ja oparłam się lekko o drzwi domykając je do końca. Uśmiechnęłam się czule, on pochylił się nade mną i dotknął swoimi ustami moich warg. W tej samej chwili moje ręce okręciły się wokół jego szyi, zaczęliśmy się całować. Tak jak za pierwszym razem nie mogłam się skupić i odpłynęłam pod wpływem jego nieziemskiego zapachu i delikatnych ust. Od naszego pierwszego pocałunku na polanie po dzisiejszy dzień nasze usta spotykały się coraz częściej i pewniej, ale nadal każde to spotkanie było wyjątkowo inne i godne zapamiętania. 

4 komentarze: