środa, 29 czerwca 2011

Rozdział 3 ( cz.2 )






Zakupy były udane, mamy wszystko co trzeba na dzisiejszy wieczór. Nawet kupiłyśmy sobie z Alice takie same zielone z fajnym nadrukiem koszulki, tak na znak naszej długiej przyjaźni. Co dziwne mama nie zamęczyła mnie pytaniami odnośnie Scotta. Spytała tylko o kilka rzeczy min. o to czy jesteśmy parą, czy jestem pewna co do moich uczuć. Na koniec dodała, że życzy na szczęścia oraz abyśmy byli ostrożni i mieli na uwadze to, że jeszcze mamy czas na różne rzeczy bo na razie najważniejsza jest szkoła i nauka. Tą uwagą mnie nie rozbawiła ponieważ wiem, że się o mnie martwi i nie chce abym wyskoczyła jej ze stwierdzeniem – Mamo jestem w ciąży, będziesz babcią – Przecież one czuje się nadal taka młoda hehe . Gdy wróciłyśmy do domu mama zabrała się za przygotowanie przekąsek, tata za grilla, Alice pojechała do siebie przebrać się by wrócić wieczorem ze swoimi rodzicami, a ja zaczęłam od sprzątania pokoju. Później przekopałam szafę i w końcu założyłam wygodne szare legginsy do kolan i przedłużaną białą koszulkę z kolorowymi napisami. Włosy porządnie rozczesałam i letko pofalowałam lokówką, grzywkę spięłam dwiema czarnymi wsuwkami. Nie lubię się stroić więc bransoletki, kolczyki i wisiorki odpadają. Stojąc przed lustrem wyciągnęłam z kosmetyczki tusz do rzęs, delikatnie odkręciłam i lekkimi, płynnymi ruchami ręki stopniowo wydłużałam moje rzęsy. Oczy w mgnieniu oka stały się większe, nagle usłyszałam ruch i krzątaninę na parterze. Spojrzałam na zegarek wybiła godzina przyjazdu naszych gości, więc z stąd ten hałas powiedziałam do siebie. Wybiegłam z pokoju bardzo szczęśliwa, tuż przed schodami zwolniłam i powoli zeszłam na dół. To co zobaczyłam bardzo mnie zdziwiło, rodzice Scotta, moi i Alice bardzo dobrze się znali. Wiem, że to małe miasteczko, ale żeby aż tak. No z drugiej strony to nawet dobrze, obejdzie się bez przedstawiania i będzie można się wymknąć od stołu. Pomiędzy tłumami jakie panowały w moim salonie wypatrywałam Scotta, natomiast mnie wypatrzyła jego siostra.

- Siemka. Jestem Ashley siostra twojego chłopaka, a ty to pewnie ta Susan o której Scott tak dużo opowiada – Mówiąc to uśmiechnęła się przyjaźnie oraz podała mi rękę na powitanie.
- Tak to ja.
- Czy my przypadkiem nie chodzimy do jednej klasy ?  - Zadawała tyle pytań, a ja chciałam znaleźć Scotta. Co najgorsze ona się dopiero rozkręcała, jest energiczną osobą i naprawdę nie da się jej nie lubić, ale teraz miałam całkiem inne myśli i nie mogłam skoncentrować się na tym co do mnie mówi.
- Tak, ale nie miałyśmy okazji się poznać wcześniej – Powiedziałam to z uśmiechem oraz musiałam teraz zadać jej to pytanie by móc się od niej uwolnić i innym razem pogadać – A twój brat w ogóle przyszedł ? – Wydawał mi się to raczej nie możliwą opcją, ale kto pyta nie błądzi.
- No ba, czeka na ten wieczór odkąd wrócił ze szkoły. Spokojnie dziewczyno poszedł tylko pomóc im rozpalać grilla.

W pewnej chwili przestałam słuchać tego co mówi Ashley bo zobaczyłam zbliżającego się w moją stronę Scotta, od razu poprawił mi się humor.  Podszedł do mnie i delikatnie położył mi swoją prawą rękę na moje tali, uśmiechnął się łobuzersko, ja odwzajemniłam uśmiech po czym patrząc mi prosto w oczy swymi gorącymi ustami lekko musną mój zimny policzek, który nagle się zaczerwienił. Gdy odchylał się od mojej twarzy poczułam jego oddech na moje skórze i w tym samym momencie zakręciło mi się w głowie.

- Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do twojego nieziemskiego zapachu.
- Mam nadzieje – Znów uśmiechnął się łobuzersko.

Patrzeliśmy tak na siebie jeszcze chwile, w końcu zauważyłam, że nie ma już koła nas Ashley. Pewnie nie chciała nas krępować i wolała zmyć się po cichu. Ja kompletnie odpłynęłam i nie wiedziałam kiedy to się stało. Po chwili dobiegł nas głos mojej mamy wołającej do stołu. Nie wypadało nie przyjść bo to właśnie my byliśmy jednym z powodów dla, którego tu dzisiaj jesteśmy. Żeby dłużej nie czekać chwyciłam Scotta ze rękę i podążyliśmy przez salon prosto na ogród gdzie wszyscy już siedzieli przy stole. Byli tak zafascynowani swoimi tematami rozmów, że nie zauważyli kiedy ja i mój chłopak usiedliśmy . Nawet Alice była zajęta burzliwą rozmową z Ashley, a przecież chciała poznać Scotta. Nie zależało mi żeby być w centrum uwagi, ale mogli by chociaż odwrócić głowy! Razem ze Scottem zajęliśmy się własnymi tematami. Po chwili tata Alice ogłosił, że szaszłyki z grilla są już gotowe. Każdy dostał swoją porcję nałożoną przez moją mamę. Widać było, że wszyscy są zadowoleni i tak zajęci sobą, że nawet się nie zorientują jak znikniemy ze Scottem i schowamy się od tych tłumów u mnie w pokoju. Tak więc zrobiliśmy, chwycił mnie delikatnie za rękę i nie rozglądając się wyszliśmy z ogrodu po czym po schodach dążyliśmy do mojego pokoju.

- No nareszcie sami – Powiedziałam z ulgą w głosie – Słyszałam, że wybrałeś się dzisiaj na lekcje do szkoły – dodałam dumnym głosem.
- No wiesz nie chce żeby ludzie mówili, że chodzisz z chłopakiem nieukiem albo głupkiem. Zrobiłem to dla Ciebie.
- Robisz to też dla siebie, ale i tak się z tego cieszę. Kocham Cię !
- Ja też bardzo Cię kocham i nigdy nie odejdę !

Zamilkłam, spoglądałam tylko w jego ślicznie błyszczące od światła niebieskie oczy. W pewnej chwili Scott objął mnie w tali, a ja oparłam się lekko o drzwi domykając je do końca. Uśmiechnęłam się czule, on pochylił się nade mną i dotknął swoimi ustami moich warg. W tej samej chwili moje ręce okręciły się wokół jego szyi, zaczęliśmy się całować. Tak jak za pierwszym razem nie mogłam się skupić i odpłynęłam pod wpływem jego nieziemskiego zapachu i delikatnych ust. Od naszego pierwszego pocałunku na polanie po dzisiejszy dzień nasze usta spotykały się coraz częściej i pewniej, ale nadal każde to spotkanie było wyjątkowo inne i godne zapamiętania. 

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Rozdział 3 ( cz.1 )




Po przebudzeniu nie otwierałam od razu oczu, chciałam pozbierać wszystko do kupy bo nie wierzyłam w to co się wczoraj stało. Ja, Scott, nasza rozmowa i ten cudowny pocałunek. Nagle mocne światło słoneczne uderzyło w moje przykryte powiekami oczy, które musiałam teraz otworzyć. Podniosłam głowę, a nade mną stała już Alice i to chyba ona po cichu wtargnęła do mojego pokoju odsłaniając zasłony. Nie zdążyłam nawet dobrze się podnieść i rozkminić co ona tu właściwie robi, a już dostałam deszcz pytań. No cóż w tym miasteczku nic się nie uchowa!

- Ej co jest z Tobą ? Gdzie ty się wczoraj szlajałaś ? Cały czas dzwoniłam ! Czemu nie odbierałaś ?
- Yyy… Skończyłam wcześniej zajęcia – Powiedziałam nieśmiałym i nadal rozespanym głosem.
- Aha. Co?! Że jak?! Wcześniej i nawet nic nie powiedziałaś, ej miałyśmy pochodzić po sklepach!
- No wiesz tak jakoś wyszło.
- Tak jakoś?! … To co ty właściwie robiłaś cały dzień? – Zadała pytanie na które tak bardzo nie chciałam odpowiadać, a ona przecież jest moją przyjaciółką i nie mamy przed sobą tajemnic – Uhhu ! Zejdź na ziemnie marzcielko i odpowiadaj– W tym momencie machnęła mi ręką przed oczami, a ja się ocknęłam i zorientowałam, że ten chwyt nie działa bo ona za dobrze mnie zna.
- Właściwie to nic, siedziałam w domu przed komputerem słuchając muzyki. No znasz mnie przecież co ja innego mogła bym robić – Próbowałam powiedzieć to tak aby zabrzmiało bardzo przekonująco.
- Tak, tak znam Cię, więc gdybyś faktycznie siedziała w domu to zadzwoniła byś do mnie. Jak zawsze, żeby się razem ponudzić.
- No Dobra ! Byłam ze Scottem – Wydusiłam to z siebie i spuściłam wzrok niczym małe dziecko.
- O widzisz …Co prawda wiedziałam o tym już od wczoraj no ale wiesz nie ma to jak przesłuchanie przyjaciółki, te twoje marne starania odwrócenia mojej uwagi, a i najlepsze twoja marna gra aktorska – Uśmiechnęła się szyderczo, po czym obie wybuchłyśmy śmiechem.
- A co ty tu w ogóle robisz ? Jak weszłaś do domu ? – Kolejna próba odwrócenia uwagi, haha… ale tym razem skuteczna.
- No jak to po co, musiałam sprawdzić co się z Tobą dzieje. Weszłam normalnie przez drzwi. Nie wiem co się tam wczoraj działo, ale to na pewno nie było dla Ciebie zdrowe i Twój mózg najwyraźniej nie wytrzymał bo trochu się zlasował.
- Chcesz posłuchać co się wczoraj stało czy masz zamiar całkowicie zepsuć mi humor swoimi ripostami ?!
- Sory no, ale mnie wkurzyłaś bo nie posłuchałaś jak Ci mówiłam żebyś się z nim nie zadawała.
- Tak, bo musiałam sama sprawdzić jaki jest.
- I co pewnie się rozczarowałaś ?
- Tak …
- A nie mówiłam …
- Rozczarowałam się ale Tobą.
- Przyznaję może się myliłam odrobinkę.
- Wiesz co tak naprawdę to nikt z was nie wie jaki Scott jest naprawdę.
- To niby jaki jest?
- Jest miły, czuły, przy mnie był sobą, był tym kim nie pozwalają mu być znajomi, da się z nim normalnie porozmawiać.
- Gdzie wy w ogóle wczoraj byliście? No i co się tam działo? – Rzuciła z wielką fascynacją.
- Na łące, nie wiem gdzie to, ale było tam ślicznie. Pachnące kwiaty, słońce, drzewa no i my razem, tam.  Dużo rozmawialiśmy, a na koniec wszystko uwieńczyliśmy pięknym, dla mnie trwającym wieczność pocałunkiem – W tym momencie zły napłynęły mi do oczu, szybko je przetarłam i popatrzyłam na Alice siedzącą naprzeciwko mnie z kamienną twarzą i otwartymi ustami, które nie wiedziały co mają powiedzieć.
- Czyli teraz jesteście parą ?
- Na to wygląda – Pokiwałam potakująco głową.
- No, no to o was od rana huczy całe miasteczko.
- Jak to ?
- Wystarczyło, że Scott przyszedł wczoraj po ciebie pod szkołę i dziś wybrał się do na lekcje czego nie robił od miesiąca – Patrzyła na mnie z miną pełną podziwu i dodała – Przepraszam Cię, że tak źle o min mówiłam i tak na Ciebie naskoczyłam z tymi pytaniami.
- Nic się nie stało. Co? Właśnie szkoła musimy się zbierać !
- Em… Wybacz ale dziś Cię porywam na zakupy bo twoja mam prosiła.
- Fajnie, ale Scott ?
- Oj tam, nic się nie stanie jak zobaczysz swojego Romeo dopiero wieczorem. Bo pewnie nie wiesz, ale twoi rodzice robią dziś grilla i zapraszają rodzinę Scott’a i moją. 
- To super, że wpadli na taki pomysł ! – Naprawdę się ucieszyłam, zaczęłam podskakiwać z radości – Tylko mnie nie mów, że rodzice wiedzą, że ja i Scott jesteśmy parą ? – Pełna optymizmu liczyłam na przeczącą odpowiedź bo chciałam żeby dowiedzieli się o tym od nas, a nie od ludzi.
- Mówiłam to miasto kocha nowinki, hehe .
Po chwili przez otwarte drzwi mojego pokoju dobiegł nas głoś mojej mamy.
- Susan, Alice chodźcie musicie coś zjeść zanim pojedziemy na zakupy.
- Dobrze mamo już idziemy – Odpowiedziałam zadowolonym głosem po czym wstałyśmy i obie zeszłyśmy na dół do kuchni. Tam czekało na nas pyszne śniadanie, sałatka z pora i mój ulubiony zestaw kanapek. Od razu zabrałyśmy się do jedzenia, a mam nic nie mówiąc tylko uśmiechając się to mnie poszła się przebrać. Zajadając się sałatką nagle podskoczyłam, nie wiedząc co się dzieje Alice siedziała i patrzyła na mnie jak na wariatkę. Okazało się, że to tylko niegroźny sms, uspokoiłam Alice, a ona zaczęła się ze mnie śmiać. Wyciągając telefon z kieszeni spodni byłam ciekawa kto do mnie napisał, przecież tak niewiele osób ma mój numer. Powoli przesunęłam palec na przycisk odblokowujący klawiaturę i ostrożnie otworzyłam nową wiadomość.


Hej Susan ! Szkoda, że nie ma Cię dziś w szkole bo chciałbym znów Cie zobaczyć. Pewnie już wiesz, że dziś wieczorem poznasz moich rodziców i siostrę, a ja twoją rodzinę. Kocham Cię, do wieczora ! :* 
Twój Scott !


Czytając moja twarz promieniała uśmiechem coraz bardziej, więc Alice domyśliła się kto napisał, a widząc moją słodką minę nie musiała już czytać tego smsa. Teraz wiedziałam na pewno, że wczorajsze wydarzenia to nie był tylko piękny sen. No teraz trzeba zejść na ziemie i racjonalnie myśleć co w moim przypadku jest teraz trudne gdy mam Scotta...   (cdn) 

sobota, 25 czerwca 2011

Rozdział 2





Rano obudziłam się z myślą , że ten dzień będzie naprawdę wesoły . Po pierwsze niebo było całkowicie pozbawione chmur, zostało tylko złociste słońce, którego promienie zatrzymały się na mojej twarzy budząc mnie ze snu. Po drugie przeżyłam pierwszy dzień w szkole i teraz będzie tylko lepiej bo nie będę już obiektem rozmów wielu osób. No i w końcu po trzecie dziś znów zobaczę Scotta. Widziałam go zaledwie raz, a już nie mogę o nim przestać myśleć, to pewnie przez to że jest taki intrygujący i mam nieodpartą chęć poznania go bliżej by poznać tę lepszą stronę jego zachowania , charakteru .
Wszystkie poranne czynności wykonywałam już rutynowo, zaczynając od ubioru i czesania włosów , a kończąc na śniadaniu i wyjściu do szkoły. Przed szkołą czekała na mnie już Alice, przywitałam się z nią i z przykrością oznajmiłam jej, że mamy inny plan lekcji.
- Słuchaj nieudało się załatwić tak żebyśmy miały ten sam rozkład zajęć, więc widzimy się tylko na dwóch lekcjach dziennie.
- No trudno dobre i to. A konkretnie to na jakich ?
- Na biologii i trygonometrii .
- O to świetnie bo nie przepadam za biologią, więc pół lekcji możemy przegadać . A tego drugiego nie kminie, dlatego ty będziesz mi pomagała – Obie wybuchłyśmy śmiechem , po czym dodałam że mam teraz W-F i musze się jeszcze przebrać. Dlatego obie podążyłyśmy na swoje zajęcia.
W szkole Eric usiadł ze mną na angielskim i odprowadził na następną lekcje. Pozostali uczniowie rzadziej się na mnie gapili , a lunch zjadłam w towarzystwie Alice, Eric’a, Tom’a i paru innych osób, które już rozpoznawałam. Ale imion nie byłam jeszcze w stanie zapamiętać. Byłam uradowana gdy przeczytałam na tablicy zastępstw, że zwalniają nas dziś do domu zaledwie po pięciu lekcjach. Idąc korytarzem ku wyjścia zaczęłam już rozplątywać kabelki od słuchawek do telefonu. Robiłam to bardzo ostrożnie bo są takie delikatne i łatwo je zerwać. – Gotowe – powiedziałam do siebie, wybrałam najlepszą listę moich piosenek po czym nacisnęłam  „Play” i zanurzyłam się w rytmach mojej muzyki. Dziś już byłam ostrożna i mimo głośno puszczonej nuty rozglądałam się na boki by nie wylądować znów w jakiejś kałuży. Nagle poczułam lekkie szarpnięcie za tył mojej błękitnej koszulki, odwróciłam się wyciągając słuchawki z uszu.


- Witaj Susan.
- Cześć – Byłam zdziwiona i zarazem szczęśliwa widząc przede mną Scott’a. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że kompletnie o nim zapomniałam. Widocznie byłam zbyt zajęta nauką podczas zajęć. No przynajmniej wiem że jest jakiś sposób by się uwolnić od swoich myśli, które są strasznie natrętne. – Co tam u ciebie ? – Spytałam przyjaźnie .
- Wszystko okej, a ty skończyłaś już zajęcia ?
- Tak, a ty co dopiero zaczynasz ?
- Hehe , tak jakby. W sumie to nie mam dziś ważnych lekcji, więc może pójdziemy na spacer po okolicy ? Bo jak się domyślam przez trzy dni nie zwiedziłaś jeszcze wszystkiego. – To drugie to raczej nie było pytanie z jego strony , ale stwierdzenie. Natomiast bardzo trafne.
- Hm , no dobrze chodźmy – Powiedziałam uśmiechając się i nie wierząc, że właśnie teraz będę miała dobrą okazje by pogadać i dowiedzieć się jaki jest naprawdę.
- To od czego chcesz zacząć ?
- Wiesz wolałabym jakieś ciche miejsce, z daleka od centrum miasteczka – Powiedziałam nieśmiałym głosem i grymasem na twarzy.
- Heh , znam takiej jedno miejsce . Ale będziemy musieli iść tam 30 min. więc jaki ?
- Jeśli chodzi Ci o moją kondycje to jest w świetnym stanie – Uśmiechnął się sympatycznie po czym wskazał ręką kierunek naszej podróży. Zerknęłam przez ramię na dwie dziewczyny siedzące na murku przed szkołą, które wymieniły moje imię. Patrzyły na mnie jakby chciały mnie rozszarpać za to, że Scott ze mną rozmawia. Strach pomyśleć co by zrobiły gdyby podsłuchały naszą rozmowę i wiedziały by, że zamierzamy spędzić razem popołudnie. Wrr, aż ciarki mnie przeszły.
- Wszystko w porządku ? – Spytał zaniepokojony, najwyraźniej zobaczył moje dreszcze.
- Tak, tak. Zamyśliłam się tylko, no chodźmy bo za godzinę nawet nie dojdziemy – Roześmiałam się by nie wyczuł mojego zaniepokojenia.
Po chwili szkoła znikła za rogiem, a ja nadal rozmyślałam o tych dziewczynach. Nie wiedziałam jak o nie zapytać Scott’a -A on na pewno będzie wiedział- Powiedziałam do siebie.
- Scott powiesz kim były te dwie panny, które siedziały na murku przed szkoła ?
- Ta z lewej to była Carmen, a ta druga to Kate.
- Czemu tak dziwnie na nas patrzyły ? A raczej na mnie – Dodałam cichym tonem .
- To moja wina, bo my  to znaczy ja z Carmen byliśmy razem. Ale to stara historia, a one teraz nie lubią gdy rozmawiam czy zadaje się z innymi dziewczynami. Są wścibskie i to dlatego – Widać było, że chciał mnie przed nimi ostrzec, choć nie powiedział tego wprost.
- Czyli chcesz powiedzie że musze na nie uważać ?
- Można to i tak rozumieć. Skończmy ten temat, lepiej się rozejrzyj już jesteśmy na miejscu – Uśmiechną się łobuzersko pokazując mi ręką piękną leśną polane pokrytą przeróżnymi kwiatami. Chwycił mnie za rękę i usiedliśmy pod ogromnym drzewem , siedzieliśmy naprzeciw siebie. On milczał wpatrując się we mnie jakby chciał mnie taką zapamiętać myśląc, że zaraz ucieknę. Przerwałam tą cisze chcąc usłyszeć jego delikatny głos zanim będę musiała wracać do domu.
- Może opowiesz mi coś o sobie ? – Spytałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Po co przecież Alice już Ci pewnie wszystko o mnie opowiedziała.
- Myślę, że to co ona powiedziała to nie do końca prawda. A poza tym chce to usłyszeć od Ciebie .
- Pije, imprezuje, wagaruje, pale. Ale nie  jakieś papierosy, wole zielsko.  Myślisz, że dlaczego w poniedziałek dopiero szedłem do szkoły jak ty już z niej wychodziłaś ? – Bo musiałem odespać po imprezie, a dziś nawet nie miałem zamiaru tam iść. Przyszedłem by do Ciebie zagadać. I co to chciałaś usłyszeć ?! – Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, a ja zamilkłam na chwile.
- Nie – Pokręciłam przecząco głową – Chce usłyszeć tą drugą część, te w której grasz na gitarze, masz pasje, trenujesz grę w koszykówkę, a przede wszystkim jesteś tu ze mną. Te w której powiedział byś, że coś dla ciebie znaczę – W tym momencie popatrzyłam w jego śliczne błękitne oczy.
- Nie rozumiesz ? Ja nie jestem dobrym materiałem na chłopaka.
- Posłuchaj ! Potrzebowałam tylko jednej minuty, żeby Cię zauważyć, jednej godziny, żeby ocenić i jednego dnia, żeby pokochać, a jeśli odejdziesz będę potrzebowała całego życia by Cię później zapomnieć – Nadal patrzyłam w jego oczy czekając na reakcje po tym jak wyznałam mu miłość. Nagle zły napłynęły mi do oczy, jedna kropelka zaczęła płynąć po moim policzku zostawiając mokry ślad, a sama spadła na kołnierz mojej koszulki.
- Nigdzie nie odejdę, zostaje tutaj z Tobą – Swoją delikatną dłonią przetarł ślad na moim policzku jaki zostawiła zimna i mokra kropelka łzy.


 Zanim się obejrzałam nasze twarze dzieliło już tylko kilka centymetrów. Czułam jego oddech na swojej skórze. Czułam zapach jego perfum. Zapach przy którym nie umiałam się skupić i myśleć. Nagle zapragnęłam, żeby przestały nas dzielić nawet centymetry. On chyba pomyślał o tym samym bo jego usta znalazły się na moich w tej samej sekundzie. Zaczęliśmy się całować bardzo delikatnie. Jego ręce znalazły się na mojej tali i przyciągnął mnie do siebie praktycznie nie używając siły. Moje ręce owinęły mu się na karku, a palce wplotły się w jego włosy. Nasze wargi współpracowały ze sobą bardzo dobrze, a ja chciałam żeby ten pocałunek trwał wiecznie. Kiedy chciał się cofnąć przytrzymałam go delikatnie ustami, nie chciałam opuszczać tego pięknego miejsca do którego zawędrowałam dzięki niemu.

piątek, 24 czerwca 2011

Rozdział 1


Wstęp :
„ Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija , wybrałbym nieśmiertelność bo nasza miłość przetrwa całą wieczność „
                                                                                                                                                                        
(Verba – Młode Wilki 4 )





Niedawno z rodzicami przeprowadziłam się do małego , słonecznego miasteczka Westerly . Położonego w Stanach Zjednoczonych w Rode Island . Jestem tu zaledwie dwa dni , więc nie zaczęłam jeszcze zwiedzania .  Tutejsza okolica ma wiele zalet , mieszka tu mało ludzi , a to sobie bardzo cenie ponieważ nie lubię tłumów . Wszyscy się znają , zawsze jest wesoło i słonecznie . Co najważniejsze mieszka tu moja kochana przyjaciółka Alice z którą znam się od dziecka . Wszystkie miłe chwile , które pamięta były spędzone właśnie z nią . Później wyjechała z rodziną do Westerly , no ale teraz jesteśmy tu obie i musimy wszystko nadrobić .


Dziś poniedziałek , mój pierwszy dzień w nowej szkole i środek semestru . Nie ma co po prostu wymarzony dzień by inni pośmiali się ze mnie . Najgorsze jest to , że Alice dziś nie będzie bo ma pilny wyjazd ,ale ciągłymi smsami od 7.00 rano mnie wspiera .Przeszukując stertę moich ubrań zastanawiałam się co ubrać . Nie chce wyjść na dziewczynę bez stylu , biedaczkę czy na rozpieszczoną damulkę . Po przekopaniu całej szafy zdecydowałam się na : żółtą koszulkę bez rękawów , wygodne czarne adidasy i jasne prawie białe dżinsy . Wygodny stój już miałam, więc zabrałam się za włosy. Starannie je rozczesałam i spięłam w koński ogon czarną gumką do włosów . Chwyciłam za torbę z książkami i zeszłam po schodach na dół . W kuchni czekało na mnie pyszne śniadanie. Kanapki z masłem , żółtym serem i pomidorem . Mama wie co lubię i jak mi dogodzić , za to ją kocham.


Siedziałam na biologii z nowym kolegą Erckiem , oprowadził mnie po całej szkole i opowiedział o wszystkich zwyczajach miasta , organizowanych imprezach oraz o tegorocznym balu , który odbędzie się już za miesiąc . Eric był naprawdę słodki , ale tak mi się spieszyło do domu i przyjaciółki , że musiałam go pożegnać . Wybiegłam ze szkoły  zadowolona , że nie spotkałam nikogo wścibskiego. Założyłam słuchawki na uszy i puściłam ulubioną listę piosenek . Tak się zasłuchałam , że kiedy się obejrzałam leżałam już tyłkiem w błocie , a nade mną stał uroczy chłopak , który najwyraźniej pomógł mi tam wpaść.

- Oj, przepraszam – Powiedział łagodnym, ale przejętym tonem – Daj rękę i wstawaj bo się jeszcze przeziębisz – Podał mi swoją delikatną dłoń na której się sparłam  i podniosłam oczepując nowe spodnie.
- Spokojnie nic się nie stało, to na pewno się spierze – Rzuciłam nieśmiało .
- Naprawdę nie chciałem, a jeszcze te twoje białe dżinsy – Dodał spuszczając wzrok .
- To moja wina niepotrzebnie słuchałam  tak głośno muzyki.
- Mimo wszystko przepraszam – Słychać było, że to szczere przeprosiny – Jak masz na imię ?
- Jestem Susan, a ty ?
- Ja Scott – Podał przyjaźnie dłoń – Miło mi .
- Mi również. Przepraszam , ale musze już wracać do domu.
- Oh, no trudno. Nie będę Cię zatrzymywał , do zobaczenia jutro. Przepraszam za spodnie raz jeszcze – Pomachał mi przyjaźnie na pożegnanie.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia .

Droga ze szkoły do domu minęła mi tak szybko i wesoło bo byłam totalnie zanurzona w marzeniach . Gdy podeszłam do drzwi zobaczyłam , że Alice już czeka na ławce w ogrodzie .

- O Alice, hej !. Chodź do środka – Krzyknęłam wesoła – Musze Ci o czymś powiedzieć , a raczej o kimś .
- Już idę . Co jest ? Co ty taka wesolutka ? – Spytała podejrzliwie .
Poszłyśmy na górę do mojego pokoju . Rzuciłam torbą i usiadłam na łóżku naprzeciw Alice . Nie wiedziałam od czego zacząć , byłam taka podekscytowana .
- Więc tak , wychodzę sobie ze szkoły słuchając muzyki i nagle pewien chłopak wpada na mnie , a ja ląduje tyłkiem w błocie – Pokazałam jej moje brudne spodnie .
- Oj, faktycznie . Nie zauważyłam , ciężko będzie sprać.
- Aj tam, trudno .Ważne ,że tak fajnie i spontanicznie mi się z nim gadało . Powiedział że zobaczymy się jutro – Zaczęłam klaskać w dłonie z radości .
- No,no . Fajniutko , a jak on się w ogóle nazywa ? – Spytała z niecierpliwością czekając na moją odpowiedzi . Wiedziała że będzie go znać bo mieszka tu już jakiś czas, a tutaj wszyscy się znają .
- Scott – Rzuciłam zadowolona.
- Scott, Scott Parker?! – Powiedziała wysokim tonem .
- Też Ci się podoba ? Jeśli tak to sorki.
- No co ty,on ? Nigdy ! – Westchnęła – ah , twój pierwszy dzień w nowej szkole , a już schodzą się pasożyty .
- Pasożyty ?! – Zdziwiła mnie jej niechęć to Scotta , nie wiedziałam o czym mówi .
- Tak . Scott to cham , zmienia panny jak rękawiczki , pije , imprezuje , jara zielsko . Wystarczy ?!
- Że co ?! Nie wygląda na takiego . Był dla mnie miły , przeprosił i pomógł wstać , wiec chyba nie jest taki zły .
- Bla, bla, bla. To oczywiste wpadłaś mu w oko i teraz musi poudawać milutkiego . Dobrze Ci radzę nie zaprzątaj sobie nim głowy – Dodała patrząc na mnie błagalnym wzrokiem .
- Czy ja powiedziałam , że od razu chce się z nim chodzić czy coś w ten deseń ?! Nie , więc nie ma o czym mówić.
- Jak chcesz – Popatrzyła na zegarek , była 21.00 – O kurczę, ja muszę się już zbierać. Widzimy się jutro rano pod szkołą . Pa i dobranoc kochana – Uśmiechnęła się i zeszła schodami na dół , przed domem czekała na nią jej mama . Odjechały samochodem, a ja zabrałam się za ścielenie łóżka . Gdy było już gotowe poszłam pod prysznic po czym starannie rozczesałam mokre i pachnące truskawkowym szamponem włosy , założyłam niebeską piżamę i ułożyłam się do snu. Leżałam przez chwilę rozmyślając o tym co dziś się stało ,co powiedziała Alice i o jutrzejszym dniu . Przecież on nie może być aż taki zły ? To na pewno tylko dla szpanu ,co prawda nie lubię czegoś takiego ale on na pewno mógł by się zmienić . Westchnęłam ciężko, a powieki robiły się coraz cięższe i opadły na oczy pomagając mi zasnąć.  

Bohaterowie

 Scott ( 17 Lat ) – Utalentowany chłopak , gra na gitarze , w koszykówkę i jeździ na deskorolce . Lubi sobie poimprezować ze znajomymi nie wykluczając przy tym alkoholu u zielska. Łatwo przyciąga do siebie dziewczyny , ale nie szuka żadnej na stałe . Jak on to mówi : „ Mam na to jeszcze czas” . Często łamie zasady jakie są mu narzucane przez rodziców i środowisko .



 Susan ( 15 Lat ) – Skromna dziewczyna lubiąca spokój i nieliczne grono swoich znajomych . Często odcina się od świata i słucha muzyki . Nie przepada za kolesiami którzy przebierają w panienkach i dla szpanu jarają zielsko . Dobrze gra w koszykówkę , tańczy i biega . Ciągle marzy by przeżyć choć raz miłość rodem z romantycznego filmu .



 Alice ( 15 Lat ) - Najlepsza przyjaciółka Susan . Chociaż są totalnymi przeciwieństwami to rozumieją się bez  słów . Jest trochę zwariowana , pełna entuzjazmu . Przy niej Susan nigdy się nie nudzi , zawsze się wspierają . Razem  tańczą w jednym zespole . Alice nie radzi sobie z koszykówką , ale za to świetnie śpiewa . Z Susan stanowią fenomenalny i  zgrany zespół .



 Ashley ( 15 Lat ) – Super wyluzowana dziewczyna , siostra Scotta . Miom tego iż jest od niego młodsza często imprezują razem , ale ją zielsko nie bawi . Zna Susan i Alice , chodzą do jednej klasy . Lubi się powygłupiać i zaszaleć . Nie znosi Carmen i Kate, uważa że to typowe puste lalki Barbie . Woli sport i jazdę na deskorolce , dla tego ma dobry kontakt z bratem .



 Troy ( 17 Lat ) i Philip ( 17 Lat ) – Dwaj najlepsi kuple Scotta , obaj są braćmi . Jeżdżą na deskach , lubią się zabawić i poimprezować .  Nie przepadają za Susan i Alice . Oni i Scott zawsze chodzą razem , stanowią nie odłączny zespół . Uwielbiają razem imprezować , grają w szkolnej drużynie koszykówki razem ze Scott’em.






Carmen ( 15 Lat ) i Kate ( 15 Lat ) – Dwie rozpuszczone panny , które stale balangują i śpią do popołudnia . Nie znoszą Susan i Alice , ciągle robią im na złość . Są bogate , więc wszystko załatwiają kasą .Carmen kiedyś chodziła z Scottem , a Kate z Philipem. Obecnie nie razem, a one mszczą się na każdej ich nowej pannie. Należą do szkolnej drużyny pomponiarek , wszędzie chodzą razem. Ich hobby to plotki i naśmiewanie się z innych .