piątek, 24 czerwca 2011

Rozdział 1


Wstęp :
„ Gdybym mógł zatrzymać wszystko co przemija , wybrałbym nieśmiertelność bo nasza miłość przetrwa całą wieczność „
                                                                                                                                                                        
(Verba – Młode Wilki 4 )





Niedawno z rodzicami przeprowadziłam się do małego , słonecznego miasteczka Westerly . Położonego w Stanach Zjednoczonych w Rode Island . Jestem tu zaledwie dwa dni , więc nie zaczęłam jeszcze zwiedzania .  Tutejsza okolica ma wiele zalet , mieszka tu mało ludzi , a to sobie bardzo cenie ponieważ nie lubię tłumów . Wszyscy się znają , zawsze jest wesoło i słonecznie . Co najważniejsze mieszka tu moja kochana przyjaciółka Alice z którą znam się od dziecka . Wszystkie miłe chwile , które pamięta były spędzone właśnie z nią . Później wyjechała z rodziną do Westerly , no ale teraz jesteśmy tu obie i musimy wszystko nadrobić .


Dziś poniedziałek , mój pierwszy dzień w nowej szkole i środek semestru . Nie ma co po prostu wymarzony dzień by inni pośmiali się ze mnie . Najgorsze jest to , że Alice dziś nie będzie bo ma pilny wyjazd ,ale ciągłymi smsami od 7.00 rano mnie wspiera .Przeszukując stertę moich ubrań zastanawiałam się co ubrać . Nie chce wyjść na dziewczynę bez stylu , biedaczkę czy na rozpieszczoną damulkę . Po przekopaniu całej szafy zdecydowałam się na : żółtą koszulkę bez rękawów , wygodne czarne adidasy i jasne prawie białe dżinsy . Wygodny stój już miałam, więc zabrałam się za włosy. Starannie je rozczesałam i spięłam w koński ogon czarną gumką do włosów . Chwyciłam za torbę z książkami i zeszłam po schodach na dół . W kuchni czekało na mnie pyszne śniadanie. Kanapki z masłem , żółtym serem i pomidorem . Mama wie co lubię i jak mi dogodzić , za to ją kocham.


Siedziałam na biologii z nowym kolegą Erckiem , oprowadził mnie po całej szkole i opowiedział o wszystkich zwyczajach miasta , organizowanych imprezach oraz o tegorocznym balu , który odbędzie się już za miesiąc . Eric był naprawdę słodki , ale tak mi się spieszyło do domu i przyjaciółki , że musiałam go pożegnać . Wybiegłam ze szkoły  zadowolona , że nie spotkałam nikogo wścibskiego. Założyłam słuchawki na uszy i puściłam ulubioną listę piosenek . Tak się zasłuchałam , że kiedy się obejrzałam leżałam już tyłkiem w błocie , a nade mną stał uroczy chłopak , który najwyraźniej pomógł mi tam wpaść.

- Oj, przepraszam – Powiedział łagodnym, ale przejętym tonem – Daj rękę i wstawaj bo się jeszcze przeziębisz – Podał mi swoją delikatną dłoń na której się sparłam  i podniosłam oczepując nowe spodnie.
- Spokojnie nic się nie stało, to na pewno się spierze – Rzuciłam nieśmiało .
- Naprawdę nie chciałem, a jeszcze te twoje białe dżinsy – Dodał spuszczając wzrok .
- To moja wina niepotrzebnie słuchałam  tak głośno muzyki.
- Mimo wszystko przepraszam – Słychać było, że to szczere przeprosiny – Jak masz na imię ?
- Jestem Susan, a ty ?
- Ja Scott – Podał przyjaźnie dłoń – Miło mi .
- Mi również. Przepraszam , ale musze już wracać do domu.
- Oh, no trudno. Nie będę Cię zatrzymywał , do zobaczenia jutro. Przepraszam za spodnie raz jeszcze – Pomachał mi przyjaźnie na pożegnanie.
- Nie ma sprawy. Do zobaczenia .

Droga ze szkoły do domu minęła mi tak szybko i wesoło bo byłam totalnie zanurzona w marzeniach . Gdy podeszłam do drzwi zobaczyłam , że Alice już czeka na ławce w ogrodzie .

- O Alice, hej !. Chodź do środka – Krzyknęłam wesoła – Musze Ci o czymś powiedzieć , a raczej o kimś .
- Już idę . Co jest ? Co ty taka wesolutka ? – Spytała podejrzliwie .
Poszłyśmy na górę do mojego pokoju . Rzuciłam torbą i usiadłam na łóżku naprzeciw Alice . Nie wiedziałam od czego zacząć , byłam taka podekscytowana .
- Więc tak , wychodzę sobie ze szkoły słuchając muzyki i nagle pewien chłopak wpada na mnie , a ja ląduje tyłkiem w błocie – Pokazałam jej moje brudne spodnie .
- Oj, faktycznie . Nie zauważyłam , ciężko będzie sprać.
- Aj tam, trudno .Ważne ,że tak fajnie i spontanicznie mi się z nim gadało . Powiedział że zobaczymy się jutro – Zaczęłam klaskać w dłonie z radości .
- No,no . Fajniutko , a jak on się w ogóle nazywa ? – Spytała z niecierpliwością czekając na moją odpowiedzi . Wiedziała że będzie go znać bo mieszka tu już jakiś czas, a tutaj wszyscy się znają .
- Scott – Rzuciłam zadowolona.
- Scott, Scott Parker?! – Powiedziała wysokim tonem .
- Też Ci się podoba ? Jeśli tak to sorki.
- No co ty,on ? Nigdy ! – Westchnęła – ah , twój pierwszy dzień w nowej szkole , a już schodzą się pasożyty .
- Pasożyty ?! – Zdziwiła mnie jej niechęć to Scotta , nie wiedziałam o czym mówi .
- Tak . Scott to cham , zmienia panny jak rękawiczki , pije , imprezuje , jara zielsko . Wystarczy ?!
- Że co ?! Nie wygląda na takiego . Był dla mnie miły , przeprosił i pomógł wstać , wiec chyba nie jest taki zły .
- Bla, bla, bla. To oczywiste wpadłaś mu w oko i teraz musi poudawać milutkiego . Dobrze Ci radzę nie zaprzątaj sobie nim głowy – Dodała patrząc na mnie błagalnym wzrokiem .
- Czy ja powiedziałam , że od razu chce się z nim chodzić czy coś w ten deseń ?! Nie , więc nie ma o czym mówić.
- Jak chcesz – Popatrzyła na zegarek , była 21.00 – O kurczę, ja muszę się już zbierać. Widzimy się jutro rano pod szkołą . Pa i dobranoc kochana – Uśmiechnęła się i zeszła schodami na dół , przed domem czekała na nią jej mama . Odjechały samochodem, a ja zabrałam się za ścielenie łóżka . Gdy było już gotowe poszłam pod prysznic po czym starannie rozczesałam mokre i pachnące truskawkowym szamponem włosy , założyłam niebeską piżamę i ułożyłam się do snu. Leżałam przez chwilę rozmyślając o tym co dziś się stało ,co powiedziała Alice i o jutrzejszym dniu . Przecież on nie może być aż taki zły ? To na pewno tylko dla szpanu ,co prawda nie lubię czegoś takiego ale on na pewno mógł by się zmienić . Westchnęłam ciężko, a powieki robiły się coraz cięższe i opadły na oczy pomagając mi zasnąć.  

3 komentarze: