![]() |
Dzisiejszego ranka obudziłam się szczęśliwa. Rozmyślałam o wczorajszym dniu, nie mogłam uwierzyć w to, że rodzice sami wyskoczyli z propozycją noclegu. Niestety coś mi się nie zgadzało dała bym głowę, że Scott nocował dziś u mnie, a nie było go teraz koło mnie. Nagle wszystko wydawało mi się jednym wielkim snem, który pęknie jak bańka mydlana. Może ja nadal śnie, może wczorajszy wieczór nie miał w prawdziwym życiu miejsca ? Hm…nie byłam przekonana do hipotezy jaką wysnułam, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Musiałam zadowolić się tym co miałam. Nadal pogrążona w rozmyślaniu podparłam się na łokciach i zaczęłam penetrować pokój wzrokiem. Na biurku koło budzika, który wskazywał 10.00 stał mały liścik zaadresowany do mnie. Wyciągnęłam po niego rękę i w tym samym momencie razem ze śliską kołdrą spadłam na ziemię przewracając budzik. Na szczęście nikogo nie obudziłam bo jeśli było by inaczej już wparowałby ktoś to mojego pokoju z pytaniem czy nic mi nie jest. Wyszłam spod kołdry i zamaszystym ruchem podniosłam liścik z ziemi. Wygramoliłam się z powrotem na łóżko i zaczęłam czytać.
Susan!
Wstałem dziś wcześniej i nie chciałem Cię budzić bo spałaś tak słodko, trudno było mi oderwać od Ciebie wzrok. Gdy usłyszałem jak przez sen wymawiasz moje imię to już w ogóle nie chciałem wychodzić z pokoju. No, ale przecież jak każdy człowiek musisz zjeść śniadanie, a to najważniejszy posiłek dnia. Jak tylko wstaniesz i przeczytasz mój liścik proszę zejdź na dół, przygotowałem twoje ulubione kanapki.(oczywiście według instrukcji twojej mamy).
Scott
Czytając kąciki moich ust unosiły się ku górze układając na mojej twarzy piękny oświetlony porannym słońcem uśmiech. Zeszłam z łóżka tym razem z większą ostrożnością. Nie przebierając się poszłam tylko do łazienki rozczesać zmierzwione włosy i popędziłam po schodach do kuchni gdzie czekał na mnie Scott. Dopiero idąc po schodach dotarło do mnie, że trochę przesadziłam dziś ze spaniem. Tym bardziej, że miałam gościa i to niebyle kogo. Od razu pomyślałam, że muszę jak najszybciej przeprosić mojego ukochanego. Stanęłam w progu drzwi kuchni, splotłam ręce na brzuchu i z czułością przyglądałam się jak Scott radzi sobie w kuchni.
- Hej! – Powiedziałam na powitanie bo najwyraźniej nie zauważył kiedy weszłam.
- Witam Kochanie! – Spojrzał na mnie na moment i na powrót zabrał się za robienie herbaty.
- Przepraszam Cię, że tak długo spałam – Rzuciłam lekko zawstydzona.
- Spokojnie nic się nie stało. Nie twoja wina, że nie potrafię tak długo wyleżeć w łóżku.
- To co ty tak właściwie robiłeś przez ten cały czas kiedy ja spałam ?
- No wstałem. Akurat twój tata szykował się do pracy, więc zamieniliśmy parę słów. Potem wstała twoja mama, która bardzo jasno wyłożyła mi instrukcję jak uszczęśliwić Cię z samego rana. Rzecz jasna sam ją o to poprosiłem. Później wszyscy opuścili dom, a ja zabrałem się do szykowania śniadania – Uśmiechnął się po czym spoważniał i dodał – No dobra koniec gadania. Chodź musisz coś zjeść – Wyciągnął do mnie rękę i posadził mnie na drewnianym krześle stojącym w jadalni przy stole.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie zajadając się pysznymi kanapkami. Scott nie odrywał ode mnie wzroku. Z jednej strony czułam się niezręcznie, a z drugiej nie chciałam robić mu przykrości mówiąc żeby przestał.
Po zjedzonym posiłku Scott zabrał się za mycie naczyń, a ja przeprosiłam go i poszłam na górę przebrać się i przygotować (fizycznie jak i psychicznie) do dzisiejszych zakupów. Nie były to zwyczajne zakupy! Ja przecież miałam kupić sukienkę na bal ! Wykonałam wszystkie czynności bardzo szybko by mój chłopak nie musiała znów na mnie czekać. Z grymasem na twarzy zeszłam na dół i założyłam adidasy. Scott stał już koło mnie gotowy do wyjścia. Widząc moją minę trochę się zaniepokoił i postanowił mnie pocieszyć.
- Kochanie co jest? – Mówiąc to popatrzył na mnie z czułością.
Westchnęłam.
- Chodzi o zakupy? – Nadal milczałam, więc wziął to jako odpowiedź twierdzącą – Nie przejmuj się tym tak. Przecież idą z nami Alice i Ashley.
- Świetnie! – Powiedziałam z sarkazmem – Jedna plus druga równa się wybuch nie spożytej energii i entuzjazmu.
Scott przysunął mnie do siebie, ujął stanowczo moją twarz w swoje dłonie i założył na moich ustach delikatny pocałunek.
- No, a teraz pójdziemy tam. Kupimy dla ciebie pękną suknie, a dla mnie garnitur i wracamy jak szybko się da.
- Obiecujesz? – Spytałam trzymając go za rękę.
- Obiecuje. Tylko rozchmurz się trochę.
Zakupy ciągły się godzinami. Przymierzyłam kilkanaście sukni, ja co prawda kupiła bym już tą pierwszą, ale Alice i Ashley uparły się, że muszę przymierzyć więcej i potem mogę wybierać. Było tak jak przewidywałam, wszyscy bawili się świetnie prócz mnie. Naprawdę próbowałam się uśmiechać, ale nie dawała mi spokoju jedna myśl – Przecież ja nie umiem tańczyć ! - Gdy Alice i Ashley za bardzo przesadzały Scott przytulał mnie do siebie i zagadywał żebym nie musiała i słuchać. Pomagało mi to, zdecydowanie wolałam skupić się na nim niż na eksperymentach ubraniowych testowanych na
mnie.
Ostatecznie kupiłam granatową sukienkę do kolan na ramiączkach, marszczoną po bokach z ozdobnym diamencikowym wisiorkiem zawieszonym tuż pod biustem. Do tego czerwone za śliskiego materiału butki na niewielkim obcasie. Nie zapomniałam oczywiście o tym, że będziemy wracać późnym wieczorem i może być chłodno. Więc na wszelki wypadek dokupiłam czerwony szal by okryć nim ramiona.

Bardzo fajny rozdział ;*
OdpowiedzUsuńfajnie,fajnie ciekawe co będzie dalej?
OdpowiedzUsuńSuper . Czekamy na nn ;*
OdpowiedzUsuńCiekawe jak będzie na balu ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :3
Super rozdział. Wgl cała ta historia jak na razie jest zajebista ;D .
OdpowiedzUsuńŚlczniee ;3 Pozdrawiam .
Hej :) Bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie :) Mam nadzieję, że wstapisz rózniez na mojego bloga : http://bluelagoon-city.blog.onet.pl/
OdpowiedzUsuńZajefajny ;** Kiedy nn ?
OdpowiedzUsuńhej tutaj bluelagoon-city.blog.onet.pl . Chciałam Cię poinformować, że na blogu znalazł się właśnie 2 rozdział. Mam nadzieję, że zaciekawi Cietak samo jak mnie twoje opowiadania :)
OdpowiedzUsuńDziękuję , Ty również masz talent ;d
OdpowiedzUsuń