piątek, 1 lipca 2011

Rozdział 3 ( cz. 3 )




Po chwili Scott odsunął swoje usta od moich, oderwał rękę z mojej tali i cichym, spokojnym ruchem przekręcił zamek drzwi – teraz były już porządnie zamknięte. Rzucił mi łobuzerskie spojrzenie i uśmiech. Nawet nie wiedziałam kiedy, a już znaleźliśmy się na łóżku. Scott powoli zaczął rozpinać guziki mojej koszuli, którą założyłam na ogrodzie. Nadal nasze usta pozostawały w współpracy. Oboje usłyszeliśmy kroki osoby idącej po schodach na górę, ale nie przejęliśmy się tym zbytnio i nadal zajmowaliśmy się sobą. Nagle gdy zamiast kroków usłyszeliśmy pukanie do drzwi zrobiło się naprawdę przerażająco. Oderwaliśmy się od siebie, usiedliśmy naprzeciw wymieniając znaczące spojrzenia. Gdy stukanie stało się głośniejsze przestraszyłam się, Scott zabrał się za poprawienie łóżka i założył swoją bluzkę. Ja poprawiłam włosy i zapięłam koszule. W pewnej chwili mama do pukania dołączyła jeszcze wołanie więc czym prędzej pobiegłam jej otworzyć. Przekręciłam zamek natomiast zanim uchyliłam drzwi upewniłam się, że Scott jest ubrany. Mama weszła pewnym krokiem, stając przy szafce zmierzyła całe pomieszczenie wzrokiem razem ze mną i moimi chłopakiem. Po czym widząc wszystko w nienaruszonym stanie i rozwiewają  swoje podejrzenia – niestety słuszne, ale tego się akurat nie domyśliła– uśmiechnęła się do nas i powiedziała:


- Przyszłam was powiadomić, że rodzice Scotta wybierają się już do domu.
- No tak nie będziemy siedzieć u was całą noc – Scott zaśmiał się uroczo – Proszę im powiedzieć, że już schodzę na dół – Dodał przyjaznym tonem.
- Twoi rodzice nie, ale jeśli chcesz to możesz zostać dziś na noc. Jutro i tak macie wolne od szkoły – Patrzyłam na usta mamy wypowiadające te słowa i nie wierzyłam w to co właśnie usłyszałam.
- Jeśli państwo nie mają nic przeciwko no i oczywiście Susan to chętnie zostanę.
- Oj kochany pewnie, że nie mamy.
- A Alice ? Przecież to ona miała u mnie nocować – Spytałam niby przejęta, ale niczego innego nie chciałam niż tego  żeby Scott został dziś u mnie.
- Słońce przed chwilką pojechała do domu. No to ja idę na dół pożegnać gości, a wy nie siedźcie za długo - Pod tymi słowami kryło się drugie dno znając moją mamę - Dobranoc dzieciaki – Dodała miłym tonem. Uśmiechnęła się czule i wszyła nie zamykając za sobą drzwi, ale lekko je przymykając.
Dopiero teraz dotarło do mnie do czego mogło by dojść jakby nie ona, złamalibyśmy ostrzeżenie mojej mamy. Teraz emocje zelżały. Cieszyło mnie to, że mama niczego się nie domyśliła i nadal ma do mnie, do nas takie zaufanie. Nawet rodzice Scotta i mój tata nie mieli widocznie nic przeciwko by został u mnie na noc.
- Było blisko – Rzucił pełnym śmiechu głosem Scott.
- To jeszcze jak. Co najlepsze ufają nam i to bardzo – Powiedziałam poważnym  tonem.
- Dokładnie i chyba będzie lepiej jak nie będziemy naruszać tego zaufania – Popatrzył na mnie, a ja pokiwałam potakująco głową.


Zabrałam się za ścielenie łóżka bo obje byliśmy bardzo zmęczeni dzisiejszym dniem. W tym czasie Scott poszedł wziąć prysznic. Gdy wrócił ja poszłam do łazienki, znów wszystko zrobiłam machinalnie. Położyliśmy się obok siebie, żadne z nas nie miało już ochoty na dokończenie tego czego przerwała nam moja mama. Wymieniliśmy znaczące spojrzenia przez które doskonale się rozumieliśmy. Leżeliśmy przytuleni do siebie i milczeliśmy  z początku.


- W poniedziałek bal – Odezwałam się pierwsza.
- Tak i właśnie chciałbym zabrać cię na zakupy. Wiesz ty potrzebujesz sukni, a ja garnituru.
- Możemy jechać jutro z rana, jeśli wstaniemy na tyle wcześnie – Oboje zaśmialiśmy się głośno.
- Niema sprawy, a teraz chyba pora już spać – Rzucił mi czule spojrzenie, które odwzajemniłam.


Na dobranoc Scott pocałował mnie w czoło, a ja znów poczułam jego oddech na swojej twarzy. Rozejrzała się po pokoju i zauważyłam, że drzwi nadal są lekko uchylone. Ja nie miałam zamiaru i zamykać, wiedziałam, że rodzice będą spokojniejsi. Ciągle wtuleni w siebie leżeliśmy z myślą, że jutrzejszy dzień od samego rana spędzimy razem. Mnie przerażała myśl balu i tego, że niezbyt radzę sobie z tańcem. No, ale pozostawiłam to w spokoju i zasnęłam w objęciach Scotta wsłuchując się w jego równomierny oddech. 

4 komentarze:

  1. Świetny rozdział , zresztą jak zawsze ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale zajebisty blog.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super się to czyta, czekam na następny rozdział. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Super ! Czekamy na następny ;*

    OdpowiedzUsuń